Przejdź do głównej treści Przejdź do wyszukiwarki
Przedszkole Miejskie nr 15

Z bajkoterapią na Ty

„Z bajkoterapią na Ty”

Data : 21.05.2020 r.

 

Kochany Przedszkolaku!

W ramach naszego projektu edukacyjnego

„Z bajkoterapią na Ty”

Mamy dla Was propozycje bajki terapeutycznej

do przeczytania przez Waszych Rodziców lub starsze rodzeństwo.

Ale najpierw ładnie poproście swoich najbliższych o pomoc.

 

1. Rozbrykany słonik

- bajka relaksacyjna

 

Mały słonik jak co dzień biegał sobie po lesie, podśpiewując  ulubioną  słonikową  piosenkę.  Nagle  zorientował  się,  że las się kończy, a za nim jest brązowy płot. Płot był baaardzooo długi, rozciągał się od prawej do lewej strony i oddzielał las od łąki.  Między  szczebelkami  słoniątko  zobaczyło  dużą,  kolorową przestrzeń. Zaciekawiony słonik podbiegł do płotu i z całych sił przeszedł między szczebelkami. To, co zobaczył, sprawiło, że nabrał dużo siły, aby biec po tej przepięknej polanie. Rozciągała się ona ze wszystkich stron. Cała była zielona, a na niej rosły przeróżnej wielkości krzaczki, małe drzewka i dużo, dużo kwiatów. Słonik  pierwszy  raz  w  swoim  życiu  zobaczył  tyle  kolorowych kwiatów. Z wielkim zaciekawieniem rozglądał się wokół. Biegał od  jednego  kwiatka  do  drugiego,  napełniając  siebie  tymi  przepięknymi kolorami. Kwiaty były czerwone, niebieskie, żółte, pomarańczowe, a nawet fioletowe. Słonik biegał i biegał. Już nóżki zaczęły  odmawiać  mu  posłuszeństwa,  bo  takie  były  zmęczone, ale słonik wiedział, że coś jeszcze piękniejszego może zobaczyć w tym rajskim miejscu.

Wtem  patrzy  i  aż  swe  niebieskie  oczka  musiał  dobrze  przetrzeć  trąbą.  Przed  nim  stał  przepiękny,  żółtopomarańczowy, duży  kwiat,  a  na  nim  siedziała  mała  pszczółka.  Pszczółka,  gdy tylko  zauważyła  słonika,  pofrunęła  na  drugi  taki  sam  kwiatek. Słonik pobiegł za nią. Był bardzo zdziwiony, co to za maleńkie zwierzę. Pierwszy raz widział coś takiego. W swoim lesie spotykał tylko słonie, zebry, żyrafy, ale nic tak maleńkiego. Pszczółka  natomiast  siadała  na  kwiatku  i  po  chwili  znowu frunęła  na  następny  kwiatek,  a  słonik  biegał  za  nią.  Ale  nóżki słonika stawały się coraz cięższe. Słonik musiał przestać biec za pszczółką. Usiadł na trawie pomiędzy tymi kolorowymi kwiatami i podniósł swoją trąbę w kierunku błękitnego nieba. W tym też czasie słoneczko coraz mocniej świeciło. Otulało swoimi promykami  najpierw  trąbę  słonika,  później  jego  główkę,  nóżki,  aż ogarnęło  całego  słonika.  Słonikowi  zrobiło  się  bardzo,  bardzo ciepło,  miło,  a  zarazem  sennie.  Położył  się  na  trawce  i  zasnął. Śnił o małej pszczółce, która fruwała z kwiatka na kwiatek. Nagle  słoneczko  zaczęło  chować  się  za  małą,  a  potem  coraz większą  chmurkę.  A  z  niej  zaczęły  powoli  spadać  na  ziemię kryształowe  kropelki.  Jedna  taka  kropelka  spotkała  się  z  trąbą słonika.

Słonik  otworzył  swoje  niebieskie  oczka.  Popatrzył  na chmurkę,  która  stawała  się  również  coraz  ciemniejsza.  Wstał i zaczął biec w stronę lasu. W oddali słyszał, jak jego mama trąbi, przywołując go na obiad. Gdy już był przy płocie, obejrzał się za siebie i stwierdził, że jutro spróbuje znaleźć pszczółkę, żeby się razem z nią wesoło bawić. Słonik bardzo się ucieszył, że znalazł sobie  nową  przyjaciółkę.  A  gdy  szybko  przeskoczył  przez  płot, z wielką radością pobiegł do swojej mamy na przepyszny obiadek.

 

Wskazówki dla Rodziców :

 

- po wysłuchaniu bajki terapeutycznej spróbujcie porozmawiać z dzieckiem na temat jego emocji, które towarzyszyły mu podczas czytanej bajki, zapytajcie o bohaterów oraz co się wydarzyło w danej bajce

- mogą Państwo również zachęcić dziecko do narysowania elementu z bajki, który najbardziej utkwił mu w pamięci lub do zabawy ze swoim młodszym lub starszym rodzeństwem


„Z bajkoterapią na Ty”

Data : 19.05.2020 r.

 

Kochany Przedszkolaku!

W ramach naszego projektu edukacyjnego

„Z bajkoterapią na Ty”

Mamy dla Was propozycje bajki terapeutycznej

do przeczytania przez Waszych Rodziców lub starsze rodzeństwo.

Ale najpierw ładnie poproście swoich najbliższych o pomoc.

 

  1. Leluś

- bajka relaksacyjna

 

Pewnego popołudnia miś Leluś wracał z mamą ze swojego  przedszkola  bardzo  smutny.  Tego  dnia  pokłócił  się  ze  swoim najlepszym przyjacielem. Mama próbowała rozweselić synka, ale Leluś ciągle był bardzo zmartwiony. Po chwili na chodniku chłopczyk zobaczył małego jeżyka, który wolno maszerował przed siebie. Leluś zdenerwował się najpierw, że jeżyk przeszkadza mu na drodze, i nawet tupnął nogą, żeby odstraszyć Tuptusia, ale po chwili zainteresował się, dokąd to zwierzątko zmierza. Namówił więc mamę, by poszli za kolczastą kulką.

Po chwili znaleźli się na pięknej polanie. Rosły tam różnokolorowe  kwiatki,  które  przypominały  Lelusiowi  wesołe  ściany  w  jego pokoju. Trawa była tam tak zielona, jak ulubiona sukienka mamy. Wszystko  pachniało  jak  mydełko  w  jego  łazience.  Leluś  wciągał ten zapach i czuł się dużo lepiej. Namówił mamę, by przez chwilę pozostali w tym pięknym, pachnącym, kolorowym miejscu. Położyli  się  na  miękkiej,  zielonej  trawce,  podłożyli  łapki  pod główki i było im bardzo wygodnie. Leżeli i głęboko, spokojnie oddychając, wciągali cudowny zapach trawy, kwiatów i łąki. Odpoczywali. Leluś zamknął oczy i poczuł na policzkach ciepło słoneczka, które  delikatnie  go  ogrzewało.  Na  łące  czuć  było  miły,  delikatny wiaterek, który przelatując przez całe ciałko misia od czubka główki aż do samych jego stóp zabierał ze sobą cały smutek Lelusia. Misiowi było teraz dużo lżej i przestał już myśleć o swojej przedszkolnej kłótni. Otworzył oczka i patrzył na wolno przesuwające się niebieskie, strzępiaste chmurki. Nagle poczuł kropelkę wody na swoim nosku. Zamrugał oczkami, podniósł główkę i rozglądnął się po łące. Obok leżała jego mamusia,  a  nad  nimi  latał,  wesoło  ćwierkając,  ptaszek.  To  on, otrzepując  swoje  skrzydełka  po  kąpieli  w  pobliskim  jeziorku, spuścił  na  nosek  misia  kropelkę  wody. 

Miś  podniósł  się  i  powiedział  mamusi,  że  chciałby  już  wracać  do  domu.  Poprosił  ją też,  by  kiedyś  mogli  jeszcze  wrócić  na  tę  zaczarowaną  polanę, na której odchodzą wszystkie smutki, a która jest taka bezpieczna i piękna. Leluś zadowolony, podskakując i śpiewając, wracał z mamą do domu.

 

Wskazówki dla Rodziców :

 

- po wysłuchaniu bajki terapeutycznej spróbujcie porozmawiać z dzieckiem na temat jego emocji, które towarzyszyły mu podczas czytanej bajki, zapytajcie o bohaterów oraz co się wydarzyło w danej bajce

- mogą Państwo również zachęcić dziecko do narysowania elementu z bajki, który najbardziej utkwił mu w pamięci lub do zabawy ze swoim młodszym lub starszym rodzeństwem

 

 


„Z bajkoterapią na Ty”

Data : 14.05.2020 r.

 

Kochany Przedszkolaku!

W ramach naszego projektu edukacyjnego

„Z bajkoterapią na Ty”

Mamy dla Was propozycje bajki terapeutycznej

do przeczytania przez Waszych Rodziców lub starsze rodzeństwo.

Ale najpierw ładnie poproście swoich najbliższych o pomoc.

 

  1. "Wyznanie miłości”

- bajka o miłości

Dziś w rodzinie Pogodnych był dzień miłości. Ale nie walentynki, tylko specjalny dzień miłości. I wiesz co? Ten dzień jest tu kilka razy w roku.  Ale od początku, bo pewnie nie możesz się doczekać, bym ci opowiedział, na czym ten dzień polega i czemu tak właśnie się nazywa. Taki dzień wypada zawsze albo w sobotę, albo w niedzielę, żeby wszyscy byli w domu i mieli z tego dnia jak najwięcej radości. Opowiem ci, jak pierwszy raz świętowałem dzień miłości. To było tak:

Budzę się rano, jak zwykle wcześniej niż wszyscy, i biegnę do swojego kącika z miseczkami, żeby się napić, a tu  niespodzianka. Patrzę, przecieram łapką oczka i nie mogę uwierzyć w to, co widzę: zamiast jednej miseczki, są aż trzy i to pełne pysznego jedzenia. Obok nich miseczka z wodą, świeżutką i czystą. I żeby tego było mało, obok miseczki z wodą, jeszcze jedna miseczka, taka malutka, z moimi ulubionymi przysmakami. Jak oni to zrobili i kiedy? Przecież wszyscy śpią – zastanawiałem się, wciąż nie wierząc w to, co widzą moje zaspane jeszcze oczka. Nie myśląc dłużej napiłem się wody i zabrałem za pałaszowanie smacznego jedzonka. Gdy brzuszek miałem już pełny, umyłem pyszczek i poszedłem odpocząć na kanapę w salonie, by uciąć sobie małą drzemkę. No i uciąłem. Obudziły mnie odgłosy dobiegające z piętra, gdzie swoje pokoje mają dzieci. W kuchni krzątała się pani Ewa, a pan Andrzej wychodził właśnie z łazienki.

– Kocham cię tato! – usłyszałem głoś Krzysia zbiegającego po schodach.

– I ja ciebie kocham, synku – z uśmiechem na twarzy odpowiedział tata.

Tuż za Krzysiem z góry zbiegała Ola, która też widząc tatę, śpiewnym głosikiem, zawołała:

– Kocham cię tatusiu! – i podchodząc do niego, wspięła się na paluszki i podarowała słodziutkiego buziaka.

Pan Andrzej objął córeczkę i odwzajemnił pocałunek, zostawiając go na czole Oli.

– Ja ciebie kocham bardziej! – zażartował, obejmując Olę ramieniem i kierując się w stronę kuchni.

– Kocham cię Ewuniu – tym razem słowa te powiedział do swojej żony i jej też podarował buziaka – trochę dłuższego i to prosto w usta. Pani Ewa odwzajemniła pocałunek, objęła ramionami męża i wyszeptała mu do ucha:

– Ja ciebie też kocham Andrzejku. I to bardzo. Najbardziej na świecie – po czym znów pocałowała męża i widać było, że naprawdę ta para bardzo się kocha i żyć bez siebie nie potrafi.

– Kocham was moje urwisy – zawołała do dzieci, gdy te usiadły przy stole w jadalni.

– My ciebie też kochamy – odwzajemniły wyznanie Ola i Krzyś.

Słuchałem tego wszystkiego i nie bardzo rozumiałem, o co tu chodzi. Czemu nie mówią sobie „dzień dobry”, albo „cześć”, jak to zwykle robią, tylko wszyscy jak zaczarowani, mówią, jak bardzo siebie kochają. Nie zdążyłem wymyślić żadnej mądrej odpowiedzi, gdy usłyszałem:

– Kocham cię Afik – to Ola właśnie zbliżała się w moją stronę i z uśmiechem na ustach, wyznała mi miłość. Nie bardzo wiedziałem, co odpowiedzieć, bo troszkę mnie tym zaskoczyła, ale ocknąłem się w porę, wstałem na cztery łapki i zamiauczałem po kociemu: – Kocham cię Ola.

Myślę, że zrozumiała, bo od razu pogłaskała mnie po główce, za uszkiem i pod bródką. Wie, że uwielbiam, gdy tak robi.

– Ale fajny jest ten dzień miłości – powiedziała w pewnej chwili Ola, wciąż delikatnie gładząc moją miękką sierść.

Dzień miłości? Co to takiego? – nie bardzo wiedziałem, co o tym wszystkim myśleć i skąd taki dzień się wziął, bo nigdy o nim nie słyszałem. Postanowiłem poczekać, co też będzie się działo dalej.

– Zgadzam się. I też bardzo mi się podoba, dlatego dawno temu wymyśliliśmy go z waszym tatą. Wtedy nawet nie byliśmy małżeństwem. I tak do dziś, kilka razy w roku urządzamy sobie dzień miłości. A wtedy tak często, jak tylko chcemy, mówimy innym, że ich kochamy. Dzwonimy to tych, którym też chcemy to powiedzieć i oni mówią nam to

samo. Wcześniej wysyłamy też kartki z tymi słowami, ale nie podpisane. Robimy w ten sposób niespodzianki znajomym, którzy w ostatnim czasie byli troszkę smutni, coś im się nie udało, czy też zostali sami, albo po prostu chcemy im sprawić tego dnia radość.

– I co się dzieje, jak dostaną taką kartkę? Wiedzą, że to od was? – zapytał ciekawy odpowiedzi Krzyś.

– Na początku nie wiedzieli, ale gdy usłyszeli o naszym dniu miłości, zaczęli wypytywać nas, na czym polega i co wtedy się robi. No i od słowa do słowa, udało im się z nas wyciągnąć tę słodką, miłosną tajemnicę – odpowiedziała pani Ewa.

– I co, i co? Podobały im się kartki, które dostawali? – jeszcze bardziej ciekawa niż Krzyś, dopytywała Ola.

– Jasne, że im się podobały. I bardzo nam dziękowali. Potem myśmy z waszą mamą dostawali takie same kartki i jak się domyślacie, były bez podpisu. Ale się domyślaliśmy, że to właśnie od tych znajomych, bo nikt więcej nie wiedział o czymś takim, jak dzień miłości – dopowiedział pan Andrzej i sięgnął do kieszeni koszuli po telefon.

– O… A co to takiego? – zdziwiony wyciągnął coś żółtego, popatrzył na to i od razu się uśmiechnął. – Widzę, że zwyczaj wysyłania kartek przeniósł się do naszego domu i nawet listonosza nie trzeba, bo ktoś osobiście je dostarcza. Wiecie, co tu mam? – podniósł do góry żółtą karteczkę, którą przed chwilą wyjął z kieszeni koszuli.

– Ja nie wiem… – zdziwiony tym, co widział, stwierdził Krzyś.

– Ja też nie wiem… – również zdziwiona, ale troszkę uśmiechająca się przy tej okazji, powiedziała Ola.

– Na mnie nie patrz. Ja nic nie wiem – podobnie jak dzieci, odpowiedziała na pytanie męża, pani Ewa.

– No pięknie. Widzę, że nikt nie chce się przyznać. W takim razie przeczytam wam, co tu pisze – powiedział pan Andrzej.

„Kocham cię i życzę ci bardzo dobrego i wesołego dnia” – przeczytał pan Andrzej, po czym powiedział:

– Ktokolwiek to napisał, bardzo mu dziękuję i myślę, że ten dzień naprawdę będzie udany i wesoły, bo już taki jest. Od samego rana.

– Hm…. Widzę, że nie tylko do Ciebie zawitał dziś domowy pan listonosz, a może pani listonoszka – powiedziała pani Ewa i pokazała wszystkim różową karteczkę, na której też coś było napisane.

– Co tam pisze, mamo? – udając, że o niczym nie wie, zapytał Krzyś.

– Sama nie wiem, bo dopiero wyjęłam ją z kieszeni mojego kuchennego fartuszka, ale zaraz wszyscy się dowiemy – odpowiedziała pani Ewa, po czym spojrzała na karteczkę i przeczytała:

„Kocham cię i dziękuję za wszystko, co dla nas robisz każdego dnia. Życzę ci wspaniałego dnia i dużo radości w naszym domowym dniu miłości”.

Pani Ewie, gdy to przeczytała, aż łezka zakręciła się w oku ze wzruszenia.

– Dziękuję kochani za te słowa i za to, że jesteście. Mam najwspanialszą rodzinę na świecie – powiedziała lekko drżącym głosem pani Ewa. – Dobrze. My tu gadu gadu, a kakao stygnie. Jedzmy, bo przed nami jeszcze cały dzień. Dzień miłości i radości. Pogoda jest piękna, więc myślę, że zaraz po śniadaniu, przeniesiemy się do ogrodu, gdzie pomysłów na dobrą zabawę, na pewno nam nie zabraknie. I miała rację, bo tyle czasu spędzonego na zabawie, już chwilę nie było w domu. Dlatego myślę, że taki dzień miłości powinien być jak najczęściej. Nawet w każdą sobotę. Kocham cię – dwa słowa, których nigdy za wiele.

Wieczorem, gdy wszyscy udali się do swoich pokoi, usłyszałem: ja też cię kocham i życzę kolorowych snów. Mówili tak wszyscy i nie bardzo wiedziałem, czemu i do kogo. Pobiegłem więc na górę do pokoju Oli i zobaczyłem, że na jej poduszce leży piękna, mała, niebieska karteczka. I to chyba na niej były napisane życzenia dobrej nocy i kolorowych snów.

Ciekaw byłem, czy inni też dostali takie karteczki, więc pobiegłem sprawdzić do Krzysia. On taką karteczkę trzymał już w dłoni i uśmiechał się, ciesząc, że też dostał życzenia. U pani Ewy i pana Andrzeja też ktoś zostawił karteczki na poduszkach, bo widziałem, jak odkładają je na małe, nocne szafki i z uśmiechem na twarzy, kładą się spać.

Po zakończeniu obchodu, zbiegłem na dół, gdzie mam swoje legowisko i tego naprawdę się nie spodziewałem: leżało w nim 4 kolorowe karteczki, na których było coś napisane. Nie umiem czytać, ale może jutro dam jakoś znak Krzysiowi, by zrobił to za mnie. Domyślam się jednak, że tak samo wszyscy życzyli mi spokojnej nocy i kolorowych snów. Zamiauczałem więc najpiękniej, jak umiałem, życząc tego samego wszystkim, z którymi przeżyłem tak wspaniały dzień.

 

 

Wskazówki dla Rodziców :

 

- po wysłuchaniu bajki terapeutycznej spróbujcie porozmawiać z dzieckiem na temat jego emocji, które towarzyszyły mu podczas czytanej bajki, zapytajcie o bohaterów oraz co się wydarzyło w danej bajce

- mogą Państwo również zachęcić dziecko do narysowania elementu z bajki, który najbardziej utkwił mu w pamięci lub do zabawy ze swoim młodszym lub starszym rodzeństwem

 


„Z bajkoterapią na Ty”

Data : 12.05.2020 r.

 

Kochany Przedszkolaku!

W ramach naszego projektu edukacyjnego

„Z bajkoterapią na Ty”

Mamy dla Was propozycje bajki terapeutycznej

do przeczytania przez Waszych Rodziców lub starsze rodzeństwo.

Ale najpierw ładnie poproście swoich najbliższych o pomoc.

 

  1. „O dżdżownicy Helenie”

- bajka o szacunku

 

W pięknej dolinie, tuż pod starym lasem mieszkała sobie Babcia Janina. Była ona prawdziwą przyjaciółką zwierząt. Wokół jej malutkiego domku pasły się krowy, owce, kozy. Miała też niewielkie stado kur i kaczek. Za domem był ogródek, w którym aż roiło się od małych żyjątek. Wśród nich była rodzina dżdżownic, która mieszkała w ogrodzie Babci Janiny od wielu pokoleń. I to właśnie o tych małych stworzeniach będzie ta opowieść.

Wśród nich mieszkała dżdżownica Helena. Nie była ona jednak zwykłą dżdżownicą – była o połowę krótsza od innych. Miało to związek z przykrym wydarzeniem z jej dzieciństwa, kiedy to Helenka wybrała się na samotny spacer. Ponieważ dżdżownice to wyjątkowo małe i bezbronne stworzenia, Helenka pełzła nie zauważona przez nikogo. Z czasem stało się to dość uciążliwe, bowiem kiedy chciała porozmawiać z jakimś większym zwierzęciem np. koniem lub choćby kotem – nikt jej nie mógł dojrzeć w trawie. Tak też było i tym razem.

Nieszczęśliwie Helenka na swej drodze spotkała wracającą z pastwiska krowę Mućkę, która, jak zwykle zamyślona, wolno toczyła się w kierunku Heleny. Krowa przechodząc nadepnęła na dżdżownicę. Jak zapewne już wiesz, dżdżownice mają niezwykłą cechę. Jeżeli w jakiś sposób stracą kawałek swojego długiego ciałka, mogą żyć nadal. Odtąd Helenka była o połowę krótsza od innych dżdżownic. Nie było jej z tego powodu łatwo. Inne dżdżownice śmiały się z niej i dokuczały. Było jej strasznie przykro. Co gorsza, gdy patrzyła w lustro wcale się sobie nie podobała.

– Jestem brzydka i pokraczna – myślała o sobie. Strasznie chciała wyglądać jak inne powabne dżdżownice. Gdy chodziła jeszcze do szkoły koleżanki podśmiewały się po kątach z jej wyglądu.

– Pędrak! Pędrak! – Wolały za nią. I choć rodzice bardzo ją kochali i powtarzali jej, że wygląd nie jest najważniejszy, że jest piękna tylko odrobinę krótsza, przez co wyjątkowa, postanowiła, że gdy tylko skończy szkołę zaszyje się pod ziemią i już nikt nigdy nie będzie się z niej wyśmiewał. Tak też zrobiła. Jak tylko odebrała świadectwo, zaszyła się pod ziemią. Tam całymi miesiącami ryła w ziemi i robiła tunele. Od czasu do czasu spotykała swojego przyjaciela kreta Alfreda. Ponieważ krety prawie nic nie widzą, dla Alfreda nie miało znaczenia, że Helenka jest krótsza niż inne dżdżownice. Helenka całymi dniami pracowicie drążyła nowe tunele. Z dnia na dzień szło jej to coraz lepiej. Tunele były ładne, przestronne, miło się w nich mieszkało. Jednak życie pod ziemią nie było łatwe. Często czuła się samotna, ale najbardziej brakowało jej widoku słońca. Któregoś dnia, skuszona blaskiem promienia wpadającego do jednego z wydrążonych tuneli, wyszła z pod ziemi by ujrzeć wytęsknione przez nią słońce. Nieśmiało wyjrzała ze swojej norki. Na zewnątrz było przyjemnie i ciepło.

– Pogrzeję się trochę i zmykam – postanowiła. Delektowała się muskającymi ja promieniami słońca, leciutkim wietrzykiem, i wszystkimi odgłosami łąki, których tak dawno nie słyszała. W oddali szczekał pies, szeleściły już dawno rozwinięte listki, na okolicznych drzewach w sadzie ćwierkały skowronki. Helenka poczuła ogromną tęsknotę za tym co postawiła zostawić zaszywając się pod ziemią. Wydawało jej się, że ogród jest piękniejszy niż zwykle. Przez chwilę pożałowała swojej decyzji, ale od razu przypomniała sobie twarze śmiejących się z niej innych dżdżownic. Choć z tęsknotą w sercu postanowiła jednak wrócić pod ziemię zanim ktoś ją zauważy. Już wchodziła z powrotem do swojej norki, kiedy usłyszała, że ktoś woła jej imię.

– Helenko, Helenko zaczekaj!!

– A niech to! Ktoś mnie widział!!!- spanikowała.

– Helenko to ja Hermenegilda! – Helena nie wierzyła własnym oczom. Hermenegilda była jedną z tych dżdżownic, które niegdyś najbardziej jej dokuczały! Niechętnie odwróciła się w jej kierunku i.. oniemiała ze zdziwienia. W jej kierunku wolno toczyła się ogromna, gruba, spocona dżdżownica. W niczym nie przypominała tej gibkiej dziewczyny z czasów szkolnych. Helenka czuła, że już nie ma się czego obawiać. Hermenegilda zatrzymała się by odsapnąć.

– Łatwy kąsek dla zgłodniałej kury – pomyślała w duchu Helena. Przyglądały się sobie chwile z zaciekawieniem.

– Dawno cię nie widziałam – zaczęła Hermenegilda. Helenka nie była zdziwiona. Wszak wszyscy mieszkańcy ogrodu Babci Janiny wiedzieli, że postanowiła ukryć się przed światem drążąc tunele głęboko pod ziemią.

– Wszyscy o tobie mówią – ciągnęła dalej Hermenegilda. Ostatnią rzeczą jaką chciała Helenka to by znowu ją obgadywano. Pożegnała się więc z dawną koleżanką i odwróciła się w kierunku norki.

– Helenko zaczekaj! – krzyknęła tamta. – Sprawiłaś, że wszyscy mieszkańcy babcinego ogrodu żyją jak w raju – Helenka popatrzyła na nią zdziwiona. – Rozejrzyj się dookoła- Hermenegilda nie dawała za wygraną – czy widzisz te piękne rośliny wokół nas? Spójrz jak pięknie wszystko rozkwitło. Sprawiłaś, że w ogrodzie wyrosły najprzeróżniejsze gatunki kwiatów, które nigdy nie chciały tam wyrosnąć. Jest ich tyle, że pszczoły nareszcie mają skąd zbierać pyłek kwiatów, a miodu nigdy nie brakuje. Okoliczne krowy, konie, kozy i owce mają w tyle trawy do jedzenia, że Babcia Janina nie musi już szukać nowego miejsca na wypas bydła. Nawet stary żółw Leopold, który ledwie chodzi bo bolą go stawy, ma pod nosem całe kępy liści mleczu na śniadanie. A Babcia Janina codziennie robi wielkie bukiety kwiatów i nie martwi się, że kiedyś wyrwie wszystkie, bo codziennie wyrastają nowe. A w warzywniku wyrosła tak ogromna dynia jakiej jeszcze nikt nie widział! Będą z niej przetwory na cały rok! Marchewka, pietruszka, ogórki i inne warzywa rosną tak szybko, że ludzie nie nadążają z ich zrywaniem. Wszyscy są szczęśliwi bo nikt nie martwi się o to czy w zimie będzie jedzenie. Już teraz jest go tyle, że starczy na cały rok! Ogród, sad i warzywnik Babci Janiny jeszcze nigdy nie wyglądały tak pięknie. To Twoja zasługa Helenko!! – Helenka słuchała z niedowierzaniem. Przecież cały rok siedziała pod ziemią i ryła pracowicie kilometry tuneli, w czym więc się przysłużyła tak bujnej roślinności i urodzajom w okolicy skoro nie ani razu nie wyszła z pod ziemi???

– Nie bądź zdziwiona droga koleżanko – rzekła inna dżdżownica, która schowana do tej pory za liściem słonecznika postanowiła wyjść i z ukrycia. – To wszystko prawda Helenko – ciągnęła dalej – ziemia jest tak urodzajna dzięki Tobie. Tysiące Twoich tuneli sprawiło, że jest pulchna i dotleniona jak nigdy dotąd. To dlatego wszystko na około nas tak pięknie rośnie. Udowodniłaś, że my dżdżownice jesteśmy pożyteczne, a Ty choć krótsza, jesteś najbardziej pracowita z nas wszystkich. Chcemy ci podziękować i przeprosić za wszystkie przykrości, których doświadczyłaś. Wokół Helenki gromadziły się różne zwierzęta i wpatrywały się w nią z wdzięcznością.

Odtąd Helenka była najszczęśliwszą dżdżownicą w okolicy. Nareszcie nikt jej nie dokuczał, inne zwierzęta traktowały ją z szacunkiem i uznaniem, a koleżanki ze szkoły przychodziły po drobne porady. Wkrótce założyła „Ogrodowy Klub Dżdżownic”, w którym uczyła swoich pobratymców sztuki drążenia tuneli. Ogród babci Janiny wyglądał już zawsze olśniewająco, i choć ona sama nie wiedziała czyja to zasługa, czuła się bardzo szczęśliwa. Nawet Hermenegilda była wdzięczna Helence – ucząc się od niej pracy pod ziemią schudła o połowę, i znów wyglądała jak dawniej. Traktowała Helenę jak najlepszą przyjaciółkę i pamiętała by nie dokuczać innym stworzeniom. Choć z początku nieufna, Helena wybaczyła swoim koleżankom wszystkie przykrości. Nareszcie poczuła się jak członek wielkiej rodziny i już nigdy nie była samotna – wszędzie miała wielu przyjaciół.

 

 

 

Wskazówki dla Rodziców :

 

- po wysłuchaniu bajki terapeutycznej spróbujcie porozmawiać z dzieckiem na temat jego emocji, które towarzyszyły mu podczas czytanej bajki, zapytajcie o bohaterów oraz co się wydarzyło w danej bajce

- mogą Państwo również zachęcić dziecko do narysowania elementu z bajki, który najbardziej utkwił mu w pamięci lub do zabawy ze swoim młodszym lub starszym rodzeństwem

 

 


Z bajkoterapią na Ty”

Data : 07.05.2020 r.

 

Kochany Przedszkolaku!

W ramach naszego projektu edukacyjnego

Z bajkoterapią na Ty”

Mamy dla Was propozycje bajki terapeutycznej

do przeczytania przez Waszych Rodziców lub starsze rodzeństwo.

Ale najpierw ładnie poproście swoich najbliższych o pomoc.

 

  1. Smoki i motyle”

- bajka o akceptacji.

 

Dawno, dawno temu, kiedy trawa była zielona, a kwiaty pachniały wiosną, w słonecznej krainie żył sobie Mały Smok. Smok ten bardzo lubił biegać po łąkach, pluskać się w czystym jeziorze i przyglądać się kwiatom. Ale najbardziej na świecie uwielbiał motyle. Inne smoki w tej krainie bardzo się temu dziwiły i mówiły mu:

Co ty robisz? Nie możesz bawić się z małymi motylami! Smoki powinny być groźne, co z ciebie za smok, jeśli nie umiesz zionąć ogniem i nikt się ciebie nie boi!

Smutno zrobiło się Małemu Smokowi, który zupełnie nie rozumiał dlaczego miałby straszyć piękne, kolorowe motyle, zamiast biegać z nimi po trawie, śmiać się, patrzeć jak trzepoczą tęczowymi skrzydełkami. Inne smoki śmiały się z niego i zupełnie nie chciały się z nim bawić.

Mały Smok poczuł się bardzo samotny. Minęło wiele dni, a on ciągle był sam. ,,Nikt mnie nie rozumie – myślał – inne smoki mnie nie odwiedzają i nie chcą ze mną rozmawiać”. Aż pewnego ranka zobaczył na Wielkim Dębie (zwykle zbierają się tam smoki, gdy dzieje się coś ważnego) ogłoszenie, a na nim napis: Do wszystkich smoków: Uwaga, odbędzie się wielki konkurs na najładniejszy rysunek Smoczej Krainy. Mały Smok ucieszył się bardzo i ruszył w podskokach na swoją ulubioną polanę. Pędzel zrobił z zielonych traw, a motyle gdy tylko dowiedziały się co też zamierza zrobić, użyczyły mu trochę kolorowego pyłku ze swoich skrzydeł. Malował kwitnącą łąkę, czerwone, żółte i pomarańczowe kwiaty, zielone drzewa, a na nich soczyste liście, mieniące się w słońcu. Gdy nadszedł dzień konkursu, pod Wielkim Dębem zebrały się smoki z całej krainy. Każdy, który przyszedł, wieszał swój rysunek w ten sposób aby wszyscy mogli go zobaczyć i zadecydować, który z nich jest najpiękniejszy. Poruszenie było ogromne, wszyscy zastanawiali się czyj rysunek zdobędzie pierwsze miejsce i który smok wygra. Na wszystkich rysunkach widniały wielkie, czarne góry i szare drzewa pozbawione liści, ponieważ smoki, które wychodziły na spacery i zionęły ogniem – nie przyglądał się nigdy kwiatkom ani listkom na drzewach. Tylko jeden jedyny rysunek wyróżniał się wśród innych, widniał na nim wielki motyl, który mienił się wszystkimi kolorami tęczy. Zapadła cisza. Wszystkie smoki tłoczyły się przed rysunkiem z rozdziawionymi ze zdumienia paszczami. I wtedy, w tej ciszy, rozległ się pełen zachwytu głos Najstarszego i Najmądrzejszego ze Smoków: – Ach, jaki on śliczny! Ze wszystkich stron dały się słyszeć pytania: – Kto namalował takiego pięknego motyla, kolorową łąkę i zielone liście?

Wówczas Mały Smok wyszedł nieśmiało zza drzewa i odpowiedział: – To ja namalowałem

Najstarszy i Najmądrzejszy Smok zamyślił się wtedy i rzekł: – Dziękujemy Ci bardzo, nigdy nie widzieliśmy, że nasza Smocza Kraina jest taka piękna. Nie umieliśmy patrzeć na świat tak jak Ty. Przepraszamy, że byliśmy dla Ciebie tacy niedobrzy. Ogłaszam, że to Ty zdobyłeś pierwszą nagrodę

Wszyscy otoczyli Małego Smoka i zaczęli bić brawo, tańczyć i skakać. Bawili się tak do późnego wieczora. I zawsze byli już razem. Przyfrunęły wszystkie kolorowe motyle, gdyż teraz już nie musiały bać się wielkich smoków ziejących ogniem, które bardzo od tej pory uważały, aby nie zrobić krzywdy motylom.

 

 

Wskazówki dla Rodziców :

 

- po wysłuchaniu bajki terapeutycznej spróbujcie porozmawiać z dzieckiem na temat jego emocji, które towarzyszyły mu podczas czytanej bajki, zapytajcie o bohaterów oraz co się wydarzyło w danej bajce

- mogą Państwo również zachęcić dziecko do narysowania elementu z bajki, który najbardziej utkwił mu w pamięci lub do zabawy ze swoim młodszym lub starszym rodzeństwem

 

 


„Z bajkoterapią na Ty”

Data : 05.05.2020r.

 

Kochany Przedszkolaku!

W ramach naszego projektu edukacyjnego

„Z bajkoterapią na Ty”

Mamy dla Was propozycje bajki terapeutycznej

do przeczytania przez Waszych Rodziców lub starsze rodzeństwo.

Ale najpierw ładnie poproście swoich najbliższych o pomoc.

 

  1. "Wołanie o pomoc"

- bajka o empatii

Słońce chyliło się ku zachodowi. Minął kolejny dzień, a mała mrówka siedząc przy mrowisku i patrząc, jak wszystko dookoła układa się do snu cichutko zapłakała. Przyszła na świat z jedną krótszą nóżką, przez co nie była tak sprawna jak jej cała rodzina. Pomagała w budowaniu mrowiska jak tylko mogła najlepiej, ale wciąż była popychana, odsuwana a najbardziej bolały ją przezwiska, którymi zasypywano ją co dnia.

Mrówka Kulejka - nazywano ja tak od urodzenia - nie znalazła dotąd żadnej bratniej duszy. Wiele by oddala za to, żeby ją zaakceptowano. Zmęczona całodniową pracą zasnęła. Śnił jej się wielki plac zabaw, na którym bawiła się z innymi mrówkami cała i zdrowa. Biegała uśmiechając się. Każdy kto ją widział zatrzymywał się zamieniając z nią kilka słów, ponieważ była z natury pogodna i radosna. Po przebudzeniu głęboko westchnęła. Zdawała sobie sprawę, że nigdy nie będzie tak sprawna jak jej liczna rodzina. Była bardzo smutna, bo czekał ją kolejny trudny dzień. Już słyszała za sobą - Kuternogo, rusz się. Czas do pracy. Długo się będziesz ślimaczyć? Szybciej. Nie potrafiła dłużej znieść wyzwisk, ciągłego popędzania i braku akceptacji. W przypływie wielkiej rozpaczy postanowiła uciec. Jej decyzja była nieodwołalna. Odejście wiązało się z wielkim ryzykiem, a nawet utratą życia. Mrówki bowiem nie potrafią żyć samotnie. Kulejka jednak nie miała się do kogo zwrócić o pomoc i zaryzykowała. Pochylona wstała i posuwistym, ciężkim krokiem ruszyła przed siebie.

Nagle usłyszała wołanie o pomoc. Skierowała swe kroki w kierunku skąd dochodził rozpaczliwy głos. Podeszła bliżej i ku swojemu zdumieniu zobaczyła królową w towarzystwie przybocznej straży. Królowa leżała nieprzytomna pod gałązką, która pod wpływem silnego wiatru ułamała się z drzewa. Mrówki czuwające nad bezpieczeństwem królowej wpadły w panikę i histerycznie wołały o pomoc. Kulejka pełna obaw ruszyła w kierunku mrowiska głośno wołając:

- Królowa jest w niebezpieczeństwie. Ratunku. Pomocy.

- Któż tak wrzeszczy od rana? - zawołała jedna z mrówek.

- Pomóżmy królowej matce. Leży nieprzytomna pod gałązką.

Ktoś z oddali krzyknął:

- Przecież to niemożliwe. Królowa jest w swoim apartamencie i z pewnością jeszcze się nie obudziła.

Kulejka jednak nie dawała za wygraną. Królowa mogła umrzeć, a ona jako jej podwładna nie mogła na to pozwolić.

- Jeżeli mi nie wierzycie to sami sprawdźcie - zawołała i ruszyła w kierunku leżącej bezwładnie królowej, nie oglądając się za siebie.

Jedna z mrówek podążyła za Kulejką a wnet i pozostałe chcąc sprawdzić, czy to prawda. Niestety Kulejka miała rację. Mrówki przystąpiły do ratowania swojej królowej matki. Podniosły ciężką dla nich gałąź i zaniosły królową do mrowiska, gdzie ułożono ją wygodnie w jej królewskim łożu. Wkrótce królowa odzyskała przytomność i kazała wezwać wybawicielkę Kulejkę którą na oczach wszystkich mrówek mianowała osobista damą.

Od tej chwili wszyscy odnosili się z szacunkiem do Kulejki i nikt nie ośmielił się jej dokuczać z powodu jej kalectwa. Z czasem odważna mrówka zdobyła sobie przyjaciół, którzy pokochali ją za jej dobroć i chęć niesienia pomocy. Mała Kulejka otoczona troskliwością i miłością z czasem zapomniała o swoim kalectwie. Jej życie było niezwykle ciekawe, a o jej wrażliwości na krzywdę opowiadano długo w całym mrowisku.

 

Wskazówki dla Rodziców :

 

- po wysłuchaniu bajki terapeutycznej spróbujcie porozmawiać z dzieckiem na temat jego emocji, które towarzyszyły mu podczas czytanej bajki, zapytajcie o bohaterów oraz co się wydarzyło w danej bajce

- mogą Państwo również zachęcić dziecko do narysowania elementu z bajki, który najbardziej utkwił mu w pamięci lub do zabawy ze swoim młodszym lub starszym rodzeństwem

 

 


„Z bajkoterapią na Ty”

Data : 30.04.2020r.

Kochany Przedszkolaku!

W ramach naszego projektu edukacyjnego

„Z bajkoterapią na Ty”

Mamy dla Was propozycje bajki terapeutycznej

do przeczytania przez Waszych Rodziców lub starsze rodzeństwo.

Ale najpierw ładnie poproście swoich najbliższych o pomoc.

 

1. Bajka o odważnej pszczole

- bajka o odwadze

 

Pewnego dnia Michał wyszedł z tatą na podwórko. Tata siedział na ławce i czytał gazetę, a chłopczyk bawił się w piasku. Nagle Michał zobaczył pszczołę i zaczął rozpaczliwie krzyczeć, tata zerwał się, podbiegł do synka. – Ona chce mnie ugryźć! Boję się jej! – krzyczał malec. – Znam pewną historię – powiedział tata. Wziął chłopca za rękę, posadził na kolana i zaczął opowiadać.

Dawno, dawno temu małe pasiaste owady ze skrzydełkami były bezbronne, miały skrzydełka, tak jak motyle ale nie posiadały żądeł. Cały czas ciężko pracowały. Latały do kwiatków, zbierały nektar i robiły z nich miód. Zbiory miały być pożywieniem dla wszystkich pszczółek na długie, zimowe dni. Pracowite pszczoły zbierały miodek, składały go w ulu i ciągle starały się powiększać zapasy, ani chwili nie odpoczywały. W tym czasie ludzie mieszkający niedaleko pszczół odkryli słodką tajemnice owadów i urządzali na pszczele ule złodziejskie napady. Biedne, bezradne pszczoły nie mogły się obronić, ciągle traciły swoje zapasy i nie miały nic do jedzenia na nadchodzącą zimę. Pszczele dzieci płakały z głodu. Płacz poruszył serce małej, wrażliwej pszczółki imieniem Tina, która postanowiła udać się do Królowej i walczyć w imieniu wszystkich pszczół. Zaproponowała Królowej przygotowanie obrony ula. Jednak Królowa wiedziała, że pszczoły w tej walce są z góry przegrane, bo nie mają broni, która pozwoliłaby im wygrać. Tina była zrozpaczona. – To nie ma żadnego wyjścia?! Musimy się poddać?! – wykrzyknęła. – Jest jedno wyjście. Daleko stąd, na końcu świata mieszka Królowa Przyrody. Do niej należy się udać i prosić o pomoc, ale ty jesteś malutka, słaba, nie dasz sobie rady, tam nikomu nie udało się dotrzeć. Nie wyruszaj, nie chcę, żeby ciebie spotkał taki sam los! – powiedziała Królowa Pszczół. – Ależ królowo, muszę wyruszyć w drogę, inaczej wszyscy zginiemy! – odpowiedziała odważna pszczółka. Następnego dnia pszczółka wyruszyła w podróż, przemierzała każdego dnia wiele kilometrów, unikała wielu niebezpieczeństw. Odpoczywała tylko przez chwilę, bo wiedziała, że musi zdążyć przed zimą. Po kilku miesiącach ciężkiej podróży dotarła do Królowej Przyrody i poprosiła ją o pomoc. Dobra Królowa ulitowała się nad pszczółkami i postanowiła dać im czarodziejską różdżkę, po dotknięciu, której każda pszczółka otrzymywała żądło do obrony, ale powiedziała Tinie: – Przekaż pszczółkom, że tego żądła będą mogły użyć tylko w obronie i tylko raz. Po jego użyciu pszczółka straci życie. Wybierzcie ze wszystkich pszczół te, które są odważne, nazwijcie je żołnierzami, niech one bronią ula, gdy inne pszczółki będą pracować. Od tego czasu każda ciężko pracująca pszczółka miała broń, ale pamiętając przestrogę Królowej Przyrody, mogła go użyć tylko w obronie. To pomogło pszczółkom obronić swoje zapasy przed ludźmi…

– Dobrze, że mi opowiedziałeś o Tinie, już się jej nie boję, już teraz wiem, że ona mi nie chce zrobić krzywdy, tylko się broni – powiedział Michał. – Zobacz, ona tam jeszcze jest, nie może wydostać się z piaskownicy, podaj jej patyk – zawołał tata. I chłopiec podał patyk. Pszczółka wspięła się na niego i odfrunęła. – Leć, Tina, do pszczółek i powiedz im, że się już ich nie boję i nie zrobię im krzywdy – wołał chłopiec za odlatującą pszczołą. Tak to mały chłopiec zrozumiał, że pszczółka nie jest wrogiem ludzi i nie trzeba się jej bać.

 

Wskazówki dla Rodziców :

 

- po wysłuchaniu bajki terapeutycznej spróbujcie porozmawiać z dzieckiem na temat jego emocji, które towarzyszyły mu podczas czytanej bajki, zapytajcie o bohaterów oraz co się wydarzyło w danej bajce

- mogą Państwo również zachęcić dziecko do narysowania elementu z bajki, który najbardziej utkwił mu w pamięci


„Z bajkoterapią na Ty”

Data : 28.04.2020r.

Kochany Przedszkolaku!

W ramach naszego projektu edukacyjnego

„Z bajkoterapią na Ty”

Mamy dla Was propozycje bajki terapeutycznej

do przeczytania przez Waszych Rodziców lub starsze rodzeństwo.

Ale najpierw ładnie poproście swoich najbliższych o pomoc.

 

  1. Zuzia i Medor jadą na wycieczkę

- bajka o wspólnej wycieczce

 

W pewnym miasteczku mieszkała sobie dziewczynka imieniem Zuzia. Chodziła do przedszkola i miała kochających rodziców. Była wesolutka i szczęśliwa. Pewnego dnia po powrocie z przedszkola do domu, pobiegła szybciutko do swojego pokoju, wzięła na ręce swojego ulubionego, brązowego pieska pluszowego Medora i podzieliła się z nim wiadomością, że jej grupa przedszkolna jedzie na wycieczkę nad morze. Pani pozwoliła ze sobą zabrać ulubionego pluszaka, więc dziewczynka postanowiła wziąć właśnie jego na tę wycieczkę. Piesek bardzo się ucieszył z wyróżnienia, jakie go spotkało. Wszystkie zabawki Zuzi będą mu zazdrościły tego wyjazdu! Wycieczka miała odbyć się za tydzień. Medor bardzo, ale to bardzo cieszył się na samą myśl o wyjeździe. Jeszcze nigdy nie wyjeżdżał tak daleko. Będzie jechał z dziećmi autobusem i zobaczy morze…

Zuzia codziennie po powrocie z przedszkola przynosiła nowe informacje dotyczące wyjazdu. Przedostatniego dnia przed wyjazdem, wzięła Medora na kolana, otworzyła piękny album ze zdjęciami i pokazała pieskowi latarnię morską, którą będą zwiedzali. Było to piękne zdjęcie. Latarnia stała na skarpie, była bardzo wysoka i ładnie świeciła. Zuzanka cieszyła się, że będą mogli wejść na tę latarnię, popatrzeć na morze i okolice z wysokości. Wieczorem szybciutko umyła się, przebrała w piżamkę, sprawdziła przygotowany bagaż, który zamierzała ze sobą zabrać i zasnęła. W środku nocy obudziło ją dziwne chlipanie. Nie wiedziała, czy to jej się przyśniło, czy dzieje się to naprawdę. Usiadła na łóżeczku, zapaliła lampkę i zobaczyła swojego kochanego pieska Medora zwiniętego w kłębek i płaczącego w ciemnym kącie pokoju. – Medorku, co ci się stało? Dlaczego płaczesz? – Zuzia wstała, podeszła do pieska, wzięła go na ręce, przytuliła i zaniosła do swojego łóżeczka. – Zuziu, nie chcę jechać na wycieczkę – wielkie łzy popłynęły z oczu przestraszonego pieska. – Medorku, myślałam, że cieszysz się z naszego wyjazdu – Zuzanka otarła pieskowi łzy i pogłaskała go. – Tak, bardzo się cieszyłem, ale teraz się boję… – A czy możesz mi powiedzieć, czego się boisz? – wyszeptała Zuzia do ucha pieska. Medor przestał pochlipywać, skulił się i bardzo cichutkim głosem wyszeptał: – Boję się wchodzić na tę wielką latarnię, którą widziałem na zdjęciu. Boję się, że spadnę… – i znowu Medorowi po mordce popłynęły łzy. Zuzia czuła, jak mocno bije pieskowi jego pluszowe serce i jaki jest przestraszony. Przytuliła go mocniej do siebie, pogłaskała i powiedziała tak: – Rozumiem cię, mój przyjacielu. Wiem Medorku, jaki masz problem. Ja też kiedyś bardzo bałam się wchodzenia wysoko po schodach. A jak bałam się schodzenia… Medor bardzo się zdziwił słysząc te słowa. Zuzanka, jego Zuzanka bała się wchodzenia i schodzenia ze schodów? To niemożliwe! Postanowił zadać jej pytanie: – Czy teraz też boisz się schodów? Zuzia uśmiechnęła się, nie przerywając głaskania. – Nie, już się nie boję. Pomógł mi tatuś, kiedy zobaczył, że mam taki problem. Szliśmy do babci, która mieszka w wieżowcu na 10. piętrze. Zawsze wsiadaliśmy do windy i jechaliśmy na górę. Jednak pewnego razu winda była popsuta i trzeba było pójść schodami. Te schody widziałam zawsze, gdy wchodziliśmy do budynku, bo z jednej strony była ściana, a z drugiej wielkie szyby. Okropny widok! Na dodatek schody miały dziury i wydawało mi się, że wpadnę w te dziury i spadnę… – tu Zuzia na chwilę zamilkła. – I co, i co? – dopytywał się zaciekawiony Medor. – Tatuś powiedział, że jest ze mną i mi pomoże. Umówiliśmy się, że jedną ręką będę trzymała się poręczy, a drugą będę go trzymała mocno za rękę. Miałam tylko postawić stopę na schodku i nie patrzeć w dół i na boki. Zaproponował, abym po drodze mówiła jakąś rymowankę. Wybrałam taką:

„Jestem duża! Byłam mała! Wróżki mnie zaczarowały! Jakie wróżki? Dobre wróżki! I urosły moje nóżki, I urosły moje ręce, Włosów też mam chyba więcej. Patrzcie, jak urosłam cała, Chociaż byłam taka mała.” Medor słuchał Zuzi z uwagą. Czekał, co powie dalej. – I wyobraź sobie Medorku, – mówiła dziewczynka – nie zauważyłam, że tak szybko weszliśmy na górę. Trzymałam mocno dłoń taty, który był ze mną. On natomiast nauczył się tej rymowanki. Kiedy weszłam na górę, sama byłam bardzo z siebie zadowolona. Podobnie było przy schodzeniu. Miałam koło siebie tatę, na którego pomoc mogłam liczyć. Zuzia skończyła opowiadać. Głaskała nadal swojego pieska, który patrzył na nią swoimi dużymi, piwnymi oczami. Po chwili powiedziała: – Jutro ja będę z tobą. Będę cię trzymała za jedną łapę, a drugą będziesz trzymał się poręczy. Poproszę też moją panią, aby była w pobliżu nas i, gdy będzie potrzeba, pomogła nam. Co ty na to? – zapytała Zuzia Medora. Piesek przez chwilę zastanawiał się, po czym zapytał: – Na pewno będziesz cały czas ze mną? – Ależ oczywiście! – powiedziała uradowana dziewczynka. – A czy możemy mówić po drodze rymowankę, ale tę o pewnej pani, która miała psa, a on lubił lody? – zapytał jeszcze pies. – Dobrze, ja też ją lubię. Medor uspokojony zwinął się w kłębuszek i zasnął na kołdrze Zuzanki. Dziewczynka położyła główkę na poduszeczce, pogłaskała jeszcze pieska i zasnęła.

Rankiem tatuś odwiózł do przedszkola Zuzankę razem z Medorem. Oboje pojechali na wycieczkę. Wieczorem po powrocie nie było końca opowieściom. Zuzia opowiadała wszystko rodzicom, a Medor wszystkim zabawkom. Był bardzo dumny z siebie, bo sam trzymając Zuzię za rękę, wszedł po schodach na latarnię i tam oglądał wspaniałe widoki, a potem też zszedł na dół. Za swój wyczyn dostał od Zuzi wielkiego całusa

 

Wskazówki dla Rodziców :

 

- po wysłuchaniu bajki terapeutycznej spróbujcie porozmawiać z dzieckiem na temat jego emocji, które towarzyszyły mu podczas czytanej bajki, zapytajcie o bohaterów oraz co się wydarzyło w danej bajce

- mogą Państwo również zachęcić dziecko do narysowania elementu z bajki, który najbardziej utkwił w pamięci


„Z bajkoterapią na Ty”

Data : 23.04.2020r.

Kochany Przedszkolaku!

W ramach naszego projektu edukacyjnego

„Z bajkoterapią na Ty”

Mamy dla Was propozycje bajki terapeutycznej

do przeczytania przez Waszych Rodziców lub starsze rodzeństwo.

Ale najpierw ładnie poproście swoich najbliższych o pomoc.

 

  1. „Bajka o mróweczce"

- bajka o odwadze

 

Mała mróweczka rozpoczęła naukę w klasie pierwszej. Od samego początku nie mogła sobie  poradzić  z  zadaniami,  jakie  mają  mrówki  w  szkole.  Uczą  się  podnosić,  a  potem  transportować różne  rzeczy.  Nauka  jest  ciężka,  codziennie  noszą  na  swych  grzbietach  patyki,  listeczki,  gałązki,  poziomki,  jagody,  a  także  uczą  się,  jak  je  pakować,  by  się  nie  zniszczyły.  Mrówka  była  bardzo  pracowita,  bardzo  chciała  otrzymywać  dobre  oceny,  ale  co  z  tego  -  była  bardzo  malutka,  taka  tyciu,  tyciusieńka  i  nie  mogła  udźwignąć  tych  wszystkich  ciężarów.  Inne  silniejsze  i  większe  dobrze  sobie  radziły, tylko ona zawsze zostawała w tyle.

Mrówki przezywały ją, wyśmiewały się z niej. Bardzo się tym martwiła, chodziła zasmucona. Bała się lekcji i tego, że nie udźwignie zadanego ciężaru i dostanie znowu  jedynkę.  Najchętniej  by  w  ogóle  nie  chodziła  do  szkoły.  Wstydziła  się  złych  stopni  i  tego,  że  jest  taka  słaba.  Koleżanki  mrówki  niechętnie  się  z  nią  bawiły,  nawet  nie  chciały  z  nią  siedzieć w jednej ławce. Pewnego  dnia  przez  las  szedł  groźny  wielkolud,  wymachiwał  kijem  na  wszystkie  strony    i  niszczył  wszystko,  co  było  na  jego  drodze.  Natknął  się  na  mrowisko  i  kijem  zaczął  wiercić  w  nim  dziury.   Ziemia    zadrżała,    zaczęły    walić   się    w   mrowisku    domy,   szkoły,    wszystkie    mrówki      z  przerażeniem  patrzyły,  jak  ich  praca  jest  niszczona.  Trzeba  się  było  bronić,  więc  solidarnie  wszystkie   razem   zaatakowały   intruza.   Pogryziony,    jak   niepyszny   uciekł,    gdzie   pieprz   rośnie.   Ucieszone mrówki wróciły do mrowiska. Okazało się po chwili, że wiele domów i ulic zostało zniszczonych, a także cenne przedmioty, między  innymi  malutka  złota  korona  królowej.  Lament  wielki  zapanował  w  mrowisku.  Przecież królowa nie może rządzić bez korony!

Rozpoczęły się poszukiwania. Korony jednak jak nie było, tak nie było. Wszystkie tunele, poza jednym, zostały sprawdzone. Do tego ostatniego nikt nie mógł wejść. Tunel  wił  się  głęboko  w  ziemi,  był  bardzo  wąski,  ciemny,  niebezpieczny.  Mógł  w  każdej  chwili  się zawalić  i  pogrzebać  na  zawsze  śmiałka.  Nikt  więc  nie  próbował  tam  wejść.  Tylko  mała  mróweczka  zdecydowała  się  na  ten  odważny  krok.  I  po  chwili  już  wąskim  korytarzem  schodziła  niżej  i  niżej.  Dookoła  był  mrok,  czuła  wilgotną  ziemię.  Wolno  sprawdzała  każdy  odcinek  drogi.  Niczego  poza  ciemnością  tam  nie  było.  Jednak  się  nie  zniechęcała,  schodziła  coraz  głębiej.  Zatrzymała  się  na  chwilę, by otrzeć pot z czoła, i wtedy zobaczyła, że coś połyskuje. Pochyliła się. Znalazła koronę. Ucieszona wracała jak na skrzydłach. Wszyscy ją podziwiali. To przecież dzięki jej odwadze królowa mogła z powrotem rządzić mrowiskiem, mrówki chodzić do szkoły, a robotnice pracować.

- Jesteś niezwykle dzielna - powiedziała królowa, wręczając jej order odwagi. Gratulacjom, uściskom nie było końca. A ci, którzy kiedyś się z niej wyśmiewali, teraz wstydzili się tego okropnie. Bo nie jest ważne,  czy  się  jest  dużym,  czy  małym;  czy  nosi  się  duże,  czy  małe  ciężary. 

 

 

Wskazówki dla Rodziców :

 

- po wysłuchaniu bajki terapeutycznej spróbujcie porozmawiać z dzieckiem na temat jego emocji, które towarzyszyły mu podczas czytanej bajki, zapytajcie o bohaterów oraz co się wydarzyło w danej bajce

- mogą Państwo również zachęcić dziecko do narysowania elementu z bajki, który najbardziej utkwił mu w pamięci


„Z bajkoterapią na Ty”

Data : 21.04.2020r.

Kochany Przedszkolaku!

W ramach naszego projektu edukacyjnego

„Z bajkoterapią na Ty”

Mamy dla Was propozycje bajki terapeutycznej

do przeczytania przez Waszych Rodziców lub starsze rodzeństwo.

Ale najpierw ładnie poproście swoich najbliższych o pomoc.

 

  1. O Misiu Karolku

- bajka o tym jak dobrze mieć rodzeństwo

W pewnym lesie, na polanie stała mała drewniana chatka. Mieszkała w niej rodzina misiów: tata miś, mama miś, malutka córeczka Marysia i synek miś Karolek. Wszyscy w domu bardzo się kochali, spędzali ze sobą miło czas bawiąc się na polanie. Najbardziej lubił te chwile miś Karolek; mruczał z radości, gdy tata nosił go na barana,  a mama łaskotała. Czuł się wspaniale bo rodzice byli cały czas przy nim. Od pewnego czasu jednak, gdy na świecie pojawiła się siostrzyczka Karolka, mama i tata nie mieli już tak wiele czasu. Miś Karolek chodził coraz częściej smutny, jakby zupełnie inny, nawet jego ulubiony miodek nie smakował mu już tak jak wcześniej.  Rodzice pytali misia co go trapi, ale Karolek nie chciał powiedzieć. Całe dnie spędzał na grze w piłkę, nudziło mu się, gdy rodzice zajmowali się jego młodszą siostrzyczką. Wiele razy proponowali, żeby razem z nimi i siostrzyczką wybrał się na spacer, ale on udawał, że ma coś innego do zrobienia, podczas gdy tak naprawdę nie chciał. 

Pewnego dnia wybrał się na swoją ulubioną łąkę, usiadł i patrzył w niebo. Dręczyła go myśl co zrobić, aby zwrócić uwagę rodziców i aby było tak jak dawniej. Miś zapłakał i westchnął: - Tak mi smutno. Co mam teraz zrobić? Siedział tak jeszcze kilka chwil, gdy nagle usłyszał jakiś głos, który mówił: - Nie płacz, co się stało?  Karolek obejrzał się i zobaczył małego ptaszka siedzącego na kwiatku.  - Mam na imię Grzebyk . A ty jak masz na imię?- zapytał ptaszek.  -Jestem miś Karolek. Skąd się tutaj wziąłeś?- spytał ocierając łzy miś.  - Leciałem właśnie na swój pierwszy lot, ćwiczyłem moje skrzydełka i wtedy usłyszałem płacz.   Spojrzałem w dół i zobaczyłem Ciebie. Mieszkasz tutaj?- spytał zaciekawiony Grzebyk.   - Nie. Mój domek jest na polanie w lesie- odrzekł miś. - Co robisz tak daleko od domu sam ?- spytał zatroskany ptaszek  - Chodzę tutaj na spacery, ale dziś zaszedłem dalej niż zwykle. Zawsze bawiłem się tutaj   z rodzicami- westchnął miś i na to wspomnienie od razu posmutniał. - Karolku czy powiesz mi dlaczego płakałeś i czemu jesteś smutny? Jeśli chcesz to ci pomogę  tylko powiedz najpierw co cię tak martwi misiu?- zaproponował ptaszek. - Płaczę bo rodzice chyba mnie już nie kochają, wolą teraz bawić się z moją siostrzyczką. Nie   lubię jej , nie można z nią grać w piłkę, ona tylko śpi i płacze. Nikt nie zwraca na mnie uwagi. Chciałbym żeby było tak jak dawniej kiedy byłem tylko ja i oni – żalił się miś i cichutko płakał. - Widzę, że bardzo cięto wszystko martwi Karolku.- zasmucił się Grzebyk. - Grzebyku ja się boję, że mama i tata mnie już nie chcą, mają teraz nowe dziecko.  - Ależ misiu nie mów tak. Wiem, że czujesz się teraz samotny, ale twoi rodzice na pewno cię kochają tak samo jak wcześniej, przecież jesteś ich synkiem- zapewniał. - Mówisz tak żeby mnie pocieszyć- rozżalił się miś.  - Nie Karolku. Mówię tak bo byłem w takiej samej sytuacji co ty. Opowiem Ci o tym.  

Długo byłem tylko ja i moi rodzice, taki stan mnie bardzo cieszył. Wszystko robiliśmy razem,  byliśmy nierozłączni a zabawie nie było końca. Dużo się zmieniło się, gdy wykluł się mój  braciszek. Wszyscy byli nim oczarowani, każdy chciał się z nim bawić. Tylko ja czułem się nieswojo, tak jakbym nagle stracił rodziców i nie miał nikogo. Byłem zazdrosny o braciszka,  nie chciałem się nim zajmować i ignorowałem go. Byłem smutny, płakałem, ale nic nikomu  nie powiedziałem, nawet gdy rodzice pytali co mi jest. Tak było przez pewien czas i trwałoby  to pewnie dłużej, gdyby nie moja kochana babcia. Pewnego razu, gdy była u nas przytuliła  mnie mocno i powiedziała: -„Mój kochany wiem co cię trapi, nie bądź zazdrosny o braciszka, czyż nie wiesz o tym, że my wszyscy bardzo cię kochamy i nic tego nie zmieni. Przed tobą bardzo ważna rola mój Grzebyku. – Jaka rola babciu? Spytałem zaciekawiony.  - „Musisz się nauczyć jak być starszym bratem. Twój braciszek bardzo cię potrzebuje, powoli  wszystkiego go nauczysz, a w przyszłości wszystko będziecie robić razem i to ty będziesz jego  bohaterem. I pamiętaj rodzice wcale nie kochają cię mniej, wręcz przeciwnie, teraz kiedy jest  was dwóch jeszcze bardziej was kochają. Obiecaj mi, że nie będziesz już smutny” Ulżyło mi gdy usłyszałem słowa babci . Dopiero wtedy zrozumiałem, że jestem szczęściarzem bo mam rodziców, braciszka i babcie .Czy teraz już rozumiesz Karolku?  Miś zasłuchał się w opowiadanie ptaszka i chwile później powiedział:  - Grzebyku jak cię tak słuchałem to tak jakbym słuchał o sobie samym. Masz rację, gdyby nie  ty to nadal bym chodził smutny. Nawet nie wiesz jak się cieszę, że cię spotkałem. Głuptasek ze  mnie- krzyczał uradowany miś. - Cieszę się że mogłem ci pomóc i mam nadzieję, że zostaniemy przyjaciółmi. Pamiętaj  Karolku, że jeśli kiedyś będziesz miał problem to od razu powiedz o wszystkim rodzicom, oni   zawsze ci pomogą. A teraz już biegnij do domu bo mama i tata na pewno się martwią, że nie  ma cię tak długo. - Do widzenia przyjacielu- pożegnał się miś. - Do zobaczenia Karolku- powiedział Grzebyk i poleciał ku niebu. 

Miś zaś udał się do domu, chciał być tam jak najprędzej, aby opowiedzieć co się zdarzyło.  Gdy wrócił na polanę okazało się, że wszyscy go szukali i byli bardzo zmartwieni.  - Karolku, gdzie ty byłeś? Baliśmy się o ciebie. Gdyby coś ci się stało to ja i tata bylibyśmy  bardzo smutni, nie rób tak nigdy więcej- płakała mama i tuliła misia. - Mamusiu obiecuje Wam, że już nigdy, przenigdy tak nie zrobię. Przepraszam za to, że byłem taki zazdrosny o siostrzyczkę i że nic nie mówiłem- obiecywał miś.  - Karolku już dobrze, nie płacz. A teraz chodź bo pewna malutka dziewczynka bardzo płakała, gdy Cię nie było i na pewno chciałaby Cię zobaczyć. - Moja siostrzyczka! Tak mamo idźmy do niej, mam jej tyle do opowiedzenia. Stęskniłem się za  nią. Ach jak dobrze być starszym bratem.- cieszył się miś. Mama wzięła Karolka za łapkę i poszli razem do domu.

 

Wskazówki dla Rodziców :

 

- po wysłuchaniu bajki terapeutycznej spróbujcie porozmawiać z dzieckiem na temat jego emocji, które towarzyszyły mu podczas czytanej bajki, zapytajcie o bohaterów oraz co się wydarzyło w danej bajce

- mogą Państwo również zachęcić dziecko do narysowania elementu z bajki, który najbardziej utkwił mu w pamięci lub do zabawy ze swoim młodszym lub starszym rodzeństwem


„Z bajkoterapią na Ty”

Data : 16.04.2020r.

Kochany Przedszkolaku!

W ramach naszego projektu edukacyjnego

„Z bajkoterapią na Ty”

Mamy dla Was propozycje bajki terapeutycznej

do przeczytania przez Waszych Rodziców lub starsze rodzeństwo.

Ale najpierw ładnie poproście swoich najbliższych o pomoc.

 

  1. Mały motylek
    - bajka relaksacyjna

Mały motylek leciał sobie wolno przez las. Czuł się bardzo zmęczony, skrzydełka zrobiły się mu jakieś ciężkie i nie chciały już trzepotać. Rozglądał się dookoła, szukając miejsca by móc, choć na chwilkę gdzieś wylądować i odpocząć. Drzewa rosły tutaj rzadziej, słońce coraz swobodniej przeciskało się pomiędzy drzewami niczym krople deszczu słonecznego, oświetlając wszystko dookoła. Chyba niedaleko jest jakaś polanka, usłana kwiatami tam sobie odpocznę pomyślał motylek.

I rzeczywiście, po chwili jego oczom ukazała się mała polanka otoczona ze wszystkich stron drzewami i pięknymi kolorowymi kwiatkami. Poleciał na jej skraj i przysiadł z zachwytu na pobliskim małym czerwonym kwiatku: ujrzał niskie krzaczki, trawę koloru młodej zieleni, kwiaty jak kolorowy dywan rozkładały się u jego malutkich nóżek. Na środku łączki znajdowały się, pszczółki, pasikoniki, biedronki w kropeczki, nawet inne motylki wygrzewały się w promieniach słońca. Spojrzał na niebo. Było bezchmurne, słońce jakby wiedziało, że owady i robaczki oczekują na jego promienie, by móc się wygrzać a świeciło bardzo mocno.

Motylek wystawił swoje czułki i skrzydełka różowe do słońca i poczuł, jak przyjemne ciepło obejmuje najpierw jego główkę, a potem całe małe ciało. Usłyszał lekki szum wiatru i brzęczenie owadów, które unosiły się nad kwiatami. Głęboko westchnął sobie, zamknął swoje oczka i poczuł jak w nos wkręcają się delikatne zapachy trawy i słodkawa woń kwiatów.

To jest cudowne miejsce do odpoczynku - pomyślał, po czym położył się wygodnie na kwiatku, jak na miękkim kocyku, skrzydełka rozłożył. Zamknął oczy i odpoczywał. Oddychał miarowo i spokojnie. Zrobił głęboki wdech, wciągnął powietrze przez malutki nosek, a po chwili wypuścił je. Powtórzył to jeszcze raz. Czuł, jak z każdym wydechem pozbywa się zmęczenia.

Był teraz przyjemnie rozluźniony, poczuł się ciężki i bezwładny. Jego głowa, brzuszek i nóżki były jak z ołowiu, bardzo ciężkie. Wtulił się w płatki kwiatka niczym jak w kołderkę. Było mu bardzo wygodnie. Oddychał równo i miarowo, jego klatka piersiowa spokojnie w rytm wdechu i wydechu unosiła się i opadała, tak jak fale morskie, kiedy wolno i leniwie przybijają do brzegu. Poczuł się teraz tak dobrze! Delikatny wiaterek przesuwał się po całym jego ciele, rozpoczynając od czubka czułków aż po koniuszki nóżek, zabierając z niego zmęczenie i napięcie. Motylek robił to kilkakrotnie, by czuć się za każdym razem coraz lepiej. Promienie słońca przyjemnie ogrzewały, jego różowe skrzydełka.. Po chwili zasnął, a razem z nim cała łączka pszczółki, biedronki w kropeczki i inne piękne kolorowe motylki. Zrobiło się tak cicho, że nie słychać było nawet brzęczenia pszczół. Słońce wolno spacerowało sobie po niebie spoglądając na wszystko wesoło. W pewnej chwili nie wiadomo skąd, pojawiły się małe chmurki, zaczęły się gonić po niebie, biegały koło słonka, zagradzały drogę promyczkom, które płynęły na ziemię, docierające nawet na łączkę. Wiatr zaczął silniej dmuchać, łączka budziła się ze snu jak i cały las. Zabrzęczały pszczółki, które znowu zabrały się do swojej codziennej pracy, zbierania miodu z kwiatów, biedronki poleciały na pola, a motyle rozpościerając skrzydełka, unosiły się nad kolorowymi kwiatkami zachwycając swoim wyglądem dookoła wszystkich. Wtem jeden z nich, taki najmniejszy motylek niebieski usiadł obok motylka różowego i niechcący go przebudził. Motylek leniwie otworzył oczka, podniósł swe czułka, przetarł je swoimi raczkami. Ziewnął sobie parę razy tymczasem przeciągnął się beztrosko.

Wiaterek tymczasem nagle zawirował, zatańczył i chłodnym powietrzem orzeźwił go. Najpierw dotknął jego nóżek. Wniknęła w nie siła, motylek poczuł, jakby zanurzył je w chłodnej kropli deszczu. Ten przyjemny, orzeźwiający dotyk przenikał coraz wyżej i wyżej, jak mgiełka ogarnął ciałko, dając energię, przepełniając siłą. Motylek wstał, otrzepał swoje delikatne skrzydełka, poczuł się odprężony i wypoczęty. Wiaterek wzmagał się, coraz silniej, tańcząc po łące i zachęcając wszystkich do miłej zabawy. W jego rytm zawirowały się trawy, kwiatki, a nawet krzewy ruszały swymi gałązkami jak ramionami zwinnych tancerek. Cudownie wypocząłem - pomyślał motylek - Jutro na pewno tutaj przylecę, ale teraz muszę wracać do domku. Czeka tam przecież na mnie mama z tatusiem i słodkie małe, co nieco. W tym momencie pogłaskał się po brzuszku swoimi wszystkimi rączkami i wzleciał nad łączkę, w rytm tańca podmuchu wiatru, w kierunku swego domku.”

 

Wskazówki dla Rodziców :

 

- czytając dziecku warto zrobić to powoli, zwracając uwagę na intonację. Poproś dziecko, by usiadło wygodnie, odetchnęło głęboko, wczuwało się w treść czytanego opowiadania, starając się nie myśleć o niczym innym.


„Z bajkoterapią na Ty”

Data : 14.04.2020r.

Kochany Przedszkolaku!

W ramach naszego projektu edukacyjnego

„Z bajkoterapią na Ty”

Mamy dla Was propozycje bajki terapeutycznej

do przeczytania przez Waszych Rodziców lub starsze rodzeństwo.

Ale najpierw ładnie poproście swoich najbliższych o pomoc.

 

  1. „Bezpieczne miejsce Wojtka”
    - bajka relaksacyjna

Wojtek był bardzo zmęczony po pracowitym dniu na lekcjach. Gdy wracał ze szkoły szedł wolno, ospale, nie śpiesząc się wcale do domu. Zamyślił się na moment. Nagle zauważył małą, krętą ścieżkę prowadzącą przez las. Usłyszał cichutki szum drzew. Niewiele myśląc skręcił i już po chwili spokojnego marszu dotarł na piękną polankę. „Tu sobie odpocznę”- powiedział cicho, choć wokoło nie było nikogo, do kogo te słowa mogłyby dotrzeć. Rzucił ciężki plecak z książkami i od razu poczuł się lepiej. Jeszcze raz rozejrzał się po okolicy.

Okolica była piękna: niskie krzewy, zielona trawa, kwiaty jak dywan układające się u jego stóp. Spojrzał na niebo. Było błękitne i tylko białe, pierzaste chmurki gdzieniegdzie układały się w przeróżne kształty. Usiadł na kamieniu przy strumieniu, nachylił się i napił z niego wody. Była dokładnie taka o jakiej w tej chwili marzył: zimna i orzeźwiająca. Wsłuchując się w szum strumienia myślał o tym, jak przyjemne jest takie słodkie lenistwo. Zamknął oczy, odchylił delikatnie głowę do góry i poczuł promienie słońca na policzkach. Przyjemne ciepło otuliło najpierw jego głowę a potem całe ciało. Wiatr lekko muskał jego twarz. Gdy otworzył oczy zauważył coś, czego wcześniej nie dostrzegł – niewielki, piękny wodospad położony kilka metrów od miejsca w którym siedział. Ujrzał fale przybijające do brzegu, leciutko rozbijające się o kamienie. Podszedł bliżej. Tysiące malutkich kropelek spadło na niego, delikatnie okrywając całe jego ciało. Poczuł się rześko. Czuł, jak z tą zimną wodą wstępuje w niego nowa energia. Nagle w oddali usłyszał delikatny i cichy głos: „Pora wstawać Wojtku”.

Chłopiec wolno przebudził się. Rozejrzał się dookoła, ale nie potrafił dostrzec nikogo, do kogo głos mógłby należeć. „Jaki piękny miałem sen… Cudownie wypocząłem…” - pomyślał Wojtek. Po czym spokojnie, bez pośpiechu, wrócił do domu.

 

 

Wskazówki dla Rodziców :

 

- czytając dziecku warto zrobić to powoli, zwracając uwagę na intonację. Poproś dziecko, by usiadło wygodnie, odetchnęło głęboko, wczuwało się w treść czytanego opowiadania, starając się nie myśleć o niczym innym.


„Z bajkoterapią na Ty”

Data : 09.04.2020r.

 

Kochany Przedszkolaku!

W ramach naszego projektu edukacyjnego

„Z bajkoterapią na Ty”

Mamy dla Was propozycje bajki terapeutycznej

do przeczytania przez Waszych Rodziców lub starsze rodzeństwo.

Ale najpierw ładnie poproście swoich najbliższych o pomoc.

 

  1. Miś i Małgorzatka

- bajka o tym jak pokonać strach

przed ciemnością

 

W pewnym miasteczku mieszkała sobie dziewczynka imieniem Małgorzatka. Chodziła do przedszkola i miała kochających rodziców. Była wesolutka, szczęśliwa i tylko jedno ją zawsze martwiło i jej dokuczało. Bardzo nie lubiła i bała się ciemności.

Wieczorem leżąc w łóżeczku wyobrażała sobie zawsze jakie to dziwne i straszne stworzenia czaić się mogą w mroku. Czasami zdawało się jej, że słyszy jakieś szumy lub stuki i wtedy nawet na wszelki wypadek przykrywała się cała kołderką. Doszło do tego, że nawet gdy w ciągu dnia przechodziła przy jakimś zakamarku, w którym panował głęboki cień odwracała się lub zamykała oczy.

Tata Małgorzatki wpadł na pomysł jak jej pomóc. Kupił latarkę, którą dziewczynka trzymała pod poduszką. Dzięki temu za każdym razem, gdy leżała w łóżeczku w nocy i się czegoś wystraszyła mogła ją włączyć i poświecić. A ciemność ma to do siebie, że jak się ją oświetli – to znika.

To był bardzo dobry pomysł, ale nie oznaczał, że Małgorzatka przestała się bać ciemności. Po prostu mogła ją odgonić z pomocą latarki. Zdarzyło się jednak coś co odmieniło to zupełnie. Posłuchaj jak to się stało…

Pewnego wieczora gdy dziewczynka leżała w łóżeczku i już prawie zasypiała usłyszała szelest dochodzący z drugiego końcu pokoju. Wyjęła latarkę spod poduszki i w to miejsce poświeciła. Zwykle okazywało się, że nic tam nie ma, ale tym razem było zupełnie inaczej. Zobaczyła pluszowe coś, co przypominało jej misia przytulankę. Przykrywało łapkami oczy i trzęsło się pod wpływem jasnego światła.

W pierwszej chwili Małgorzatka aż krzyknęła ze strachu. Na pewno nie spodziewała się zobaczyć tego w swoim pokoju. Tamto stworzonko słysząc okrzyk skuliło się jeszcze bardziej i zaczęło popiskiwać. Z całej siły przysłaniało oczka i wyglądało jakby chciało zapaść się pod ziemię.

Dziewczynka widząc to zamilkła. Najwyraźniej to coś dużo bardziej przeraziło się od niej. Nie chcąc dalej go straszyć spytała:

– Uspokój się proszę. Czy to światło Ci tak bardzo przeszkadza?

Potwierdzeniem było kiwanie główki.

– Dobrze, dobrze… Już to wyłączam. – powiedziała bo zrobiło jej się szkoda biednego stworzonka bojącego się światła. Gdy było już ciemno usłyszała cichutkie:

– Dziękuję.

– Ja jestem Małgorzatka, a Ty jak masz na imię? – spytała

– Ja jestem Leopold, miś z bajkowej krainy.

Przez dłuższą chwilkę było całkiem cicho. Już zaczęła myśleć, że może jej się to wszystko tylko wydawało gdy usłyszała znowu:

– Czy Ty nie zrobisz mi krzywdy? Bardzo Cię proszę, żebyś na mnie więcej nie świeciła…

– Ale dlaczego? Bez tego ja z kolei nic nie widzę… – odpowiedziała

– U nas w magicznej krainie jest półmrok i najmądrzejszy z misiów przed światłem przestrzegał. Mówił, że od niego mogą boleć, a nawet rozchorować się oczy. Ale to jeszcze nic. Ostrzegał też, że wszędzie gdzie jest tak jasno czają się groźne stwory. Nawet jeżeli ich nie widzimy mogą nam zabrać całą naszą magię i uwięzić.

Małgorzatka była tym tłumaczeniem bardzo zdziwiona. To przecież właśnie w ciemnościach niewiele widać… Przypomniała sobie zaraz jednak jak to jest gdy wyjdzie się z ciemnego pokoju do bardzo jasnego… albo zapali się nagle światło… lub gdy próbuje patrzeć na słońce. Oczy tego bardzo nie lubią i trzeba je w pierwszej chwili bardzo przymknąć. Wtedy rzeczywiście niewiele można zobaczyć.

Po chwili dziewczynka poczuła, że jej oczy zaczęły się stopniowo przyzwyczajać do mroku i już coraz wyraźniej widziała kształty w pokoju. Zobaczyła zarys misia w tym samym miejscu przy ścianie gdzie wcześniej. Jeszcze do końca się chyba nie uspokoił, więc powiedziała:

– To nie prawda, że tam gdzie jasno są groźne stwory. Ja tu jestem i nie masz się czego bać. Jak chcesz możesz być moim przyjacielem. – dodała uśmiechając się.

Leopold nie wyglądał na przekonanego do końca, ale wyraźnie był już spokojniejszy. Podszedł do niej powoli i przyglądał się uważnie.

– Rzeczywiście nie wyglądasz na stwora, którego trzeba się bać. – powiedział – I z chęcią zostanę Twoim przyjacielem!

 

Małgorzatka zachichotała gdy pomyślała, że ktoś mógłby się jej bać jako groźnego potwora. Przypomniała sobie zaraz coś i dodała:

– Tata mówił, że jak czegoś nie znamy to często się tego boimy. A jak już to poznamy to zwykle się z naszego strachu później śmiejemy.

Zrobiło im się całkiem wesoło. Miło jest tak wspólnie się pośmiać. Zarówno Małgorzatka jak i Leopold poczuli, że warto było przemóc strach by poznać się nawzajem. Nawet jeżeli byli różni i jedno wolało światło, a drugie mrok, byli przecież teraz przyjaciółmi.

– Tylko, że ja cały czas słabo widzę – powiedziała dziewczynka – Czy możemy chociaż na trochę zapalić światło żebym mogła Cię lepiej zobaczyć? Nie chce Cię oślepić, ale teraz już chyba wiesz, że w świetle nie ma żadnych stworów. Oczy Ci się pewnie szybko przyzwyczają do blasku, tak jak moje do mroku – dodała.

Leopold pokiwał ostrożnie głową. Pstryknęła włącznikiem lampki nocnej. Przez chwilę ona sama niewiele widziała bo oczy już przywykły do ciemności. Jednak już niedługo i Małgorzatka i miś przestali przesłaniać oczy. Miś był brązowy, pluszowy i miał czarne oczka i nosek. Poduszki na łapkach były różowe. Wyglądał pogodnie i wesoło chociaż wciąż jeszcze mrużył oczka.

To niesamowite. Okazało się, że tak jak Małgorzatka mogła sporo zobaczyć po ciemku, tak Leopold nie bał się już światła. I do tego byli teraz przyjaciółmi. Jeszcze tego wieczora obiecali sobie, że będą razem bawić się w odkrywców – zarówno w mroku jak i w blasku dnia.

Rodzice nawet się bardzo nie zdziwili gdy zobaczyli nowego ulubionego misia u Małgorzatki. Miała już ich kilka i nawet nie byli pewni, czy to nie jest któryś z nich. Czasami tylko widzieli, że wychodząc na podwórko dziewczynka przysłania oczka misiowi na chwilę, ale nawet nie pytali o to dlaczego. To na pewno taka jej zabawa…

A latarkę oddała Tacie. Czasami jak w nocy nie ma światła w całym domu to warto mieć coś czym można poświecić. Nawet Tacie się to przyda. Dzięki temu chodząc po domu nie wywrócimy się o coś co leży na podłodze. A Małgorzatka miała przecież coś lepszego… Mogła w takich chwilach wziąć Leopolda na ręce i nieść ze sobą. A on przecież świetnie widział w ciemnościach i zawsze ostrzegał ją jak coś stało na drodze.

 

 

Wskazówki dla Rodziców :

 

- po wysłuchaniu bajki terapeutycznej spróbujcie porozmawiać z dzieckiem na temat jego emocji, które towarzyszyły mu podczas czytanej bajki, zapytajcie o bohaterów oraz co się wydarzyło w danej bajce i jak dziecko by się czuło na miejscu głównego bohatera

- możecie również zachęcić dziecko do narysowania elementu z bajki, który najbardziej utkwił mu w pamięci

 


„Z bajkoterapią na Ty”

Data : 07.04.2020r.

 

Kochany Przedszkolaku!

W ramach naszego projektu edukacyjnego

„Z bajkoterapią na Ty”

Mamy dla Was propozycje bajki terapeutycznej

do przeczytania przez Waszych Rodziców lub starsze rodzeństwo.

Ale najpierw ładnie poproście swoich najbliższych o pomoc.

 

  1. Mądry, starszy brat

- bajka o tym jak dobrze mieć rodzeństwo.

 

Pamiętacie Jasia? To ten pięcioletni chłopiec, który mieszka z mamą, tatą i owczarkiem na ulicy Kwiatowej. Właściwie to teraz mieszka tam ktoś jeszcze… mała siostrzyczka Jasia – Tosia.

Już sobie przypomnieliście? Tak, to ten Jaś, który dowiedział się od mamy, że zostanie starszym bratem.

            Jaś niecierpliwie czekał na narodziny Tosi. Pomagał tacie skręcać łóżeczko, razem z mamą kupował Tosi pieluszki i ubranka, a nawet opowiadał chłopakom w przedszkolu, że teraz jest poważnym facetem, bo już nie będzie najmłodszy w rodzinie, ale będzie strzegł swojej siostry królewny przed smokami,  jak królewicz. Ale gdy Tosia przyjechała do domu, już nie było tak wesoło.

-Rano - płacze, w południe - płacze, wieczorem - płacze, a co najgorsze w nocy… też płacze! To się porobiło. Uszy mogą odpaść od tego płaczu. Powiedziałem jej raz, żeby przestała, nawet przez chwilę uśmiechała się do mnie, ale zaraz znów zaczęła od początku. I nie uwierzycie, mama za każdym razem biegnie do niej i bierze ją na ręce. Chyba też zacznę płakać!

No dobrze, powiedzmy, że płacz jakoś można znieść, ale żeby ciągle zabierać mi mamę!

Kiedy chcę, żeby poszła ze mną do wesołego miasteczka mówi, że za jakiś czas, bo na razie Tosia jest za mała.

 

Mówię mamie, żeby poczytała mi książkę, a mama w najciekawszym momencie musi przerwać czytanie i przygotować mleko dla małej.

I tak jest ciągle. Tego się nie da wytrzymać. Jak byłem sam, to mogłem robić z mamą to, co chciałem, a teraz zmieniło się prawie wszystko.

Biedny ten Jaś, nie rozumiał, że mama bardzo go kocha. Wydawało mu się, że teraz liczy się tylko jego młodsza siostra Tosia.

Kończyły się wakacje, Jaś wrócił do przedszkola. Kiedy wszystkie dzieci rozmawiały z panią o wspomnieniach z wakacji, Jaś spuścił głowę i posmutniał. Pani zapytała, co się stało?

Jaś odpowiedział: Ja w wakacje bawiłem się z tatą i z dziadkiem, jeździliśmy na ryby i czasami wychodziłem na podwórko.

 -A dlaczego jesteś smutny?

 -Bo w wakacje urodziła mi się siostrzyczka i nie mogłem tak często bawić się z mamą.

Ależ to cudowna wiadomość, masz siostrę! To świetna sprawa mieć przy sobie kogoś takiego jak siostra albo brat! A mama musi teraz bawić się i z Tobą i z Twoją siostrzyczką, żeby ona też mogła być tak szczęśliwa jak Ty, gdy byłeś jedynym dzieckiem swoich rodziców. Kiedy Twoja siostrzyczka troszeczkę podrośnie zobaczysz, że można się z nią bawić w wiele ciekawych zabaw. Nawet już teraz możesz spróbować-połaskocz ją po stopach albo pobaw się w znikającego braciszka „Jestem, nie ma mnie”. Zobaczysz, że nawet z takim bobaskiem można się fajnie bawić. Mama też będzie szczęśliwa, że tak ładnie zajmujesz się maleństwem.

 I nie myśl, że mama nie chce się z Tobą bawić. Ty tez byłeś taki malutki i na pewno płakałeś tak samo często jak Twoja siostra, a wtedy tata pewnie nie zawsze dostawał na obiad zupkę. Przy malutkim dziecku bardzo trudno jest robić wiele rzeczy naraz i trzeba dzielić swój czas na wszystkich, których się kocha. Twoja mama musi ten czas podzielić np. na zabawę z Tobą i z Tosią. I na pewno bardzo się stara.

 -No tak, ma pani rację. Ja chciałem, żeby mama ciągle bawiła się tylko ze mną, tak jak kiedyś, ale przecież Tosia też chce, żeby mama się nią zajmowała. Może powiem mamie, żeby pojechała na wakacje, a ja zaopiekuję się wtedy Tosią?

 - Myślę, że mama ucieszyłaby się z takiej wiadomości, ale będzie lepiej, jeśli czasami jej po prostu pomożesz albo pobawicie się w coś razem z Tosią.

 Mama na pewno będzie dumna z tak kochanego synka i odpowiedzialnego, starszego brata!

 -Dziś po przedszkolu spróbuję, a jutro wszystko pani opowiem!

 Następnego dnia Jaś szczęśliwy wbiega do sali i już od drzwi wejściowych krzyczy: „Pani Asiu, suuuper jest mieć młodsza siostrę…!”

 

-Opowiadaj Jasiu! I Jaś z nieukrywaną radością zaczął opowiadać o tym, jak pogilgotał Tosię, a ona wystawiła mu język, jak mama pochwaliła go, że dobrze trzyma buteleczkę z mlekiem i że wszyscy razem bawili się w chowanego z Tosią, a mama wieczorem przeczytała mu bajeczkę, tylko jemu, bo to bajeczka o mądrym, starszym braciszku.

 

 

 

Wskazówki dla Rodziców :

 

- po wysłuchaniu bajki terapeutycznej spróbujcie porozmawiać z dzieckiem na temat jego emocji, które towarzyszyły mu podczas czytanej bajki, zapytajcie o bohaterów oraz co się wydarzyło w danej bajce

- mogą Państwo również zachęcić dziecko do narysowania elementu z bajki, który najbardziej utkwił mu w pamięci lub do zabawy ze swoim młodszym lub starszym rodzeństwem


„Z bajkoterapią na Ty”

Data : 02.04.2020r.

 

Kochany Przedszkolaku!

W ramach naszego projektu edukacyjnego

„Z bajkoterapią na Ty”

Mamy dla Was propozycje bajki terapeutycznej

do przeczytania przez Waszych Rodziców lub starsze rodzeństwo.

Ale najpierw ładnie poproście swoich najbliższych o pomoc.

 

  1. Świerszcz i lew

- bajka afrykańska o odwadze

 

Pewnego razu Świerszcz siedział przed swoim nowo wybudowanym domem i grał na skrzydłach. Zawsze tak robił, kiedy był zadowolony. Zresztą granie na skrzydłach to była cała jego rozrywka. Pech chciał, że przechodził tamtędy Lew, który nie tylko, że nie słuchał świerszczowego grania, ale do tego jeszcze nastąpił swoją grubą łapą na nowy, ledwie co zbudowany dom Świerszcza.

Całe szczęście, że Świerszcz zdążył odskoczyć na bok, bo pewnie byłoby po nim.

- Zniszczyłeś mój dom, drapieżniku! - krzyknął wystraszony Świerszcz.

- No i co z tego!? — odpowiedział spokojnie Lew.

- Jak to co z tego!? - zapytał Świerszcz. - Czy wiesz, ile czasu musiałem pracować przy budowaniu mojego domu?! Ile sił i pieniędzy mnie to kosztowało?! Mógłbyś trochę uważać! Co ja teraz zrobię?!

- A cóż to znowu za dom?! - roześmiał się Lew - parę patyków i trochę trawy...

- Ty i takiego nie masz- przerwał mu Świerszcz - bo jesteś leniem i nieukiem...

- Zaraz, zaraz - warknął Lew - ty mnie tu nie obrażaj, bo może się to bardzo źle dla ciebie skończyć...

- Tylko mnie nie strasz - wtrącił Świerszcz - bo ja się wcale ciebie nie boję. Źle to się może rzeczywiście skończyć, ale dla ciebie, jeśli mnie zaraz za zniszczenie mojego domu nie przeprosisz...

- Co? - zdziwił się Lew. - Ja mam ciebie przepraszać?! Za kogo ty się uważasz?! Chyba zapomniałeś z kim rozmawiasz...

- Wcale nie zapomniałem - odpowiedział Świerszcz  -Jesteś dumny i pyszny Lew, leń i nieuk! Należy ci się porządna nauczka!

- Tego to już za wiele — warknął Lew. - Nauczkę to właśnie ty zaraz dostaniesz...

Lew zaczął deptać ze złością resztki domu Świerszcza, wyrywać pazurami trawę i rozrzucać na wszystkie strony.

- No to teraz nauczysz się szacunku dla Lwa - warknął stawiając łapę na miejscu, gdzie był domek Świerszcza.

- Tego to już naprawdę za dużo - krzyknął Świerszcz- wzywam cię do walki, bo zasługujesz na karę...

- Chcesz ze mną walczyć? - roześmiał się Lew - Nie zapominaj się!

- Tak, chcę z tobą walczyć i wygrać - mówił dalej Świerszcz. - I to nie tylko z tobą, ale ze wszystkimi innymi drapieżnikami, takimi jak ty.

Zwołaj wszystkich na jutro rano, ja przyjdę z całą swoją latającą rodziną...

- Szkoda na to czasu - przerwał Lew. - Żal mi ciebie i twych skrzydlatych braci...

- To ciebie mi żal i wszystkich uzbrojonych w kły i pazury drapieżników. Wygrana należy do nas!

Sprzeczali się jeszcze ze sobą dosyć długo, ale wreszcie doszli do porozumienia. Lew zgodził się w końcu na walkę. Świerszcz był bardzo z tego zadowolony, bo żal mu było swojego nowego domu, a walka była jedynym sposobem dania nauczki Lwu.

Następnego dnia rano, w wyznaczonym na walkę miejscu, zaczęły się pojawiać różne zwierzęta. Z jednej strony dużego drzewa, które stanowiło punkt graniczny, zajmowały miejsca Lwy, Leopardy, Hieny, Lisy i inne drapieżniki. Z drugiej strony nie było wprawdzie nikogo widać, ale też odbywały się przygotowania do walki. Na gałęziach, na liściach, na trawie, zaczynało się roić od Pszczół, Os, Bąków, Chrabąszczy i różnych Świerszczy. Kiedy tylko Wiewiórka, sędzia walki, dała znak do ataku, ze strony drapieżników rozległy się głośne ryczenia i wycia. Od strony Świerszcza słychać było tylko różne brzęczenia. Drapieżniki ruszyły do przodu wystawiając kły i pazury, ale nie było kogo atakować, bo wszyscy przeciwnicy wzbili się w powietrze. Oczywiście wszystko było już wcześniej umówione, bo całe roje Pszczół i Os rzuciły się na Lwa. Wkrótce rozległ się po lesie jego przeraźliwy ryk. Lew wił się po ziemi i czuł ból w całym ciele. Piekło go i gryzło wszędzie, a najbardziej na nosie i na uszach. Podobnie było  też z innymi drapieżnikami… Pierwszy ruszył do ucieczki sam Lew, rycząc z bólu i ze złości. Zaraz za nim pobiegli wyjąc i krzycząc wszyscy inni.

Tak więc walka zakończyła się wygraną Świerszcza i jego skrzydlatej rodziny. Lew jeszcze do dzisiaj panicznie się boi Pszczół i Os.

Wielkość i siła to jeszcze nie wszystko. O wiele od nich ważniejsze w życiu są dobre, zgodne współżycie i wzajemny szacunek.

 

 

 

Wskazówki dla Rodziców :

 

- po wysłuchaniu bajki terapeutycznej spróbujcie porozmawiać z dzieckiem na temat jego emocji, które towarzyszyły mu podczas czytanej bajki, zapytajcie o bohaterów oraz co się wydarzyło w danej bajce i jak dziecko by się czuło na miejscu głównego bohatera

- możecie również zachęcić dziecko do narysowania elementu z bajki, który najbardziej utkwił mu w pamięci

 

 


„Z bajkoterapią na Ty”

Data : 31.03.2020r.

 

Kochany Przedszkolaku!

W ramach naszego projektu edukacyjnego

„Z bajkoterapią na Ty”

Mamy dla Was propozycje bajki terapeutycznej

 do przeczytania przez Waszych Rodziców lub starsze rodzeństwo.

Ale najpierw ładnie poproście swoich najbliższych o pomoc.

 

  1. „Brat i siostra”

– bajka o pomaganiu innym i szacunku dla starszych

 

Za górami, za lasami, za siedmioma rzekami na dużej polanie pełnej polnych kwiatów stała mała chatka, a w niej mieszkało rodzeństwo Zosia i Jaś.

Zosia i Jaś mieszkali sami, ponieważ niedawno zmarła im mama, która jako jedyna opiekowała się nimi i dbała o nich...

Rodzeństwo było bardzo pracowite, zbierali jagody i grzyby oraz leśne zioła, a w zamian za to na targu otrzymywali chleb i masło. Zosia sprzątała, gotowała i utrzymywała dom w czystości, a Jaś dbał, by zawsze było w czym napalić w piecu.

Pewnego dnia, kiedy jak zawsze Zosia zbierała zioła w lesie, ujrzała małą sarenkę, która wyraźnie cierpiała. Zosia podeszła do niej, okazując swym głosem sarence, że chce jej pomóc. Sarenka miała skaleczoną nóżkę, a więc Zosia przyniosła ją do domu i zaopatrzyła jak umiała najlepiej ranę. Nakarmiła zwierzątko i opiekowała się nim tak długo, aż powróciło do zdrowia. Zosia rozumiała, że musi pozwolić sarence odejść, by mogła żyć na wolności. I tak mijały dzień za dniem.

Pewnego dnia do ich drzwi zapukał staruszek, prosząc o strawę i odpoczynek. Zosia zaprosiła staruszka do domu i ugościła wszystkim, co miała najlepszego. Pamiętała o tym, co powtarzała jej zawsze mama, że zawsze należy dzielić się tym, co się ma. Staruszek posilił się, ale niestety był bardzo słaby na dalszą podróż i Jaś zaproponował mu, aby pozostał tak długo, aż odzyska siłę, by dalej ruszyć w drogę. Zosia zbierała jagody, a z zebranych ziół sporządzała cudowny napar dający siłę staruszkowi. Staruszek był bardzo wdzięczny i podarował Zosi gliniany kubeczek, a Jasiowi gliniany talerzyk i odszedł, dziękując za wszystko. Kubeczek był na pozór zwykły brązowy z małym uszkiem, podobnie jak niewielki talerzyk. Pewnego dnia nastała długa sroga zima, spadł śnieg, który utrudniał wyjście z domu. Nawet zwierzęta z trudem mogły znaleźć coś do zjedzenia.

W spiżarni Jasia i Zosi kończyły się zapasy, nawet drzewa zaczęło powoli ubywać. Śnieg i mróz nie pozwalały nawet na zbieranie drzewa w lesie na rozpałkę. Zosia i Jaś usiedli zmartwieni, bo w ich domku zrobiło się chłodno, a głód też dawał znać o sobie. Zosia rozpłakała się, a w wtedy Jaś przytulił ją mocno, pocieszając jednocześnie, że na pewno znajdzie jakieś rozwiązanie.

Kiedy tak siedzieli przytuleni do siebie, coś zastukało do okienka. Jaś podszedł do okna i ujrzał sarenkę, której Zosia kiedyś opatrzyła ranę. Znajoma sarenka tym razem nie była sama, przybiegła wraz z całym stadem saren, a każda z nich w pyszczku trzymała gałązkę suchego drzewa. Jaś podziękował sarence i połamał gałązki, rozpalając nimi w piecu. Kiedy tak siedzieli, ogrzewając się przy piecu, pomyśleli, że teraz dobrze byłoby zjeść chociaż kawałeczek chleba i napić się mleka. Niestety, w domku nie było już nic do jedzenia, nawet suszone jagody się skończyły. Nagle na stole poruszył się stojący tam gliniany talerzyk i leciutko zakołysał się gliniany kubeczek, wydając przy tym magiczny odgłos. Zosia podbiegła do stołu i nie mogła uwierzyć własnym oczom. Kubeczek był pełny mleka, a na talerzyku leżał świeżutki chlebek. Zosia i Jaś podzielili się mlekiem i chlebem i zrozumieli, że staruszek nie był zwykłym starszym człowiekiem.

Nastało znowu lato, a polana znowu pokryła się zieloną trawą i pachnącymi stokrotkami. Zosia i Jaś żyli długo i szczęśliwie, dalej pomagając każdemu, kogo spotkali na swojej drodze. Bo kto daje dobroć i miłość drugiemu, to otrzymuje jeszcze więcej dobroci i serdeczności od drugiego człowieka. Dobroć i szacunek popłaca, a zło i brak szacunku dla starszych ludzi świadczy o naszym złym wychowaniu.

Wskazówki dla Rodziców : 

- po wysłuchaniu bajki terapeutycznej spróbujcie porozmawiać z dzieckiem na temat jego emocji, które towarzyszyły mu podczas czytanej bajki, zapytajcie o bohaterów oraz co się wydarzyło w danej bajce i jak dziecko by się czuło na miejscu głównego bohatera

- możecie również zachęcić dziecko do narysowania elementu z bajki, który najbardziej utkwił mu w pamięci

 

Data : 26.03.2020 r.

 

Kochany Przedszkolaku! W ramach naszego projektu edukacyjnego „Z bajkoterapią na Ty” Mamy dla Was propozycje trzech bajek terapeutycznych  do przeczytania przez Waszych Rodziców lub starsze rodzeństwo. Ale najpierw ładnie poproście swoich najbliższych o pomoc.

 

1. „Amelka i motyle”

- bajka o chorobach naszych bliskich

2. „Leśne przedszkole”

- bajka psychoedukacyjna o prawdziwej przyjaźni

3. „Mały niedźwiadek”

- bajka relaksacyjna

 

Będzie to Wasza decyzja, którą z bajek terapeutycznych dziś wybierzecie  Zwróćcie uwagę na to w jakich nastrojach dziś jesteście i zastanówcie się czy chcecie posłuchać bajkę o : Amelce i motylku, leśnej przygodzie, a może o małym niedźwiadku? 

 

  1. „Amelka i motyle”

Był piękny wiosenny dzień. Słońce przygrzewało i pięknie oświetlało budzące się do życia rośliny. Zieleń stawała się coraz bardziej soczysta, a ostatnie ślady zimy znikały już zupełnie. Pierwsze kwiaty zaczynały nieśmiało pokazywać się w ogrodzie. Amelka patrzyła na to siedząc na pniaku drewna służącym jako fotel. Powinno to wszystko ją cieszyć. Przecież już niedługo będzie mogła znowu pracować w ogródku, a ona tak to lubiła. Tym razem jednak było inaczej. Bo w ogródku najlepiej zawsze było z babcią Agnieszką, a ostatnio miała mało okazji na zabawę z nią.

Jej Babcia chorowała. Często źle się czuła, jeździła do szpitala i była czasami tak słaba, że nawet nie mogła wstawać z łóżka. Dodatkowo pod wpływem lekarstw, które brała od niedawna straciła wszystkie włosy. Dziewczynka bardzo się o nią martwiła. Rodzice nie za bardzo chcieli mówić o tym co jej jest, ale na pewno było to coś bardzo poważnego. Zdarzało się, że słyszała ich przyciszoną rozmowę, która urywała się gdy podchodziła. Widziała nawet ostatnio Mamę jak płakała, a później nie chciała nic o tym powiedzieć Amelce. Gdy dziewczynka sobie to wszystko przypomniała to też zaczęła pociągać nosem. Co teraz będzie?

Była tak zamyślona, że nawet nie zauważyła gdy pojawiła się przy niej cichutko malutka postać ze złocistymi skrzydełkami. Wielkości wróbelka, a ubrana w białą koronkową sukienkę. Wyglądałaby zupełnie jak księżniczka gdyby jeszcze do tego miała koronę na swoich kruczoczarnych włosach. Przysiadła na jej ramieniu, ale tak delikatnie, że dziewczynka tego nawet nie poczuła.

Usłyszała nagle dźwięczny głos:

– Witaj! Jestem dobrą wróżką!

Po tym jak pierwsza chwila zaskoczenia minęła Amelka uśmiechnęła się i przedstawiła tak grzecznie, że Mama byłaby z niej na pewno zadowolona. Wróżka powiedziała:

– Przyleciałam z daleka, bo wyczułam, że coś Cię martwi. Coś o czym chciałabyś porozmawiać.

Dziewczynka patrzyła na nią zdumiona i oczarowana. Rzeczywiście bardzo chciała porozmawiać z kimś o swoich troskach. Tylko, że to nie było takie proste… Na początku nie wiedziała jak zacząć. Gdy jednak już zaczęła to mówiła i mówiła, jakby nie mogła przestać. Dobra wróżka słuchała ze zrozumieniem i kiwała główką.

Amelka opowiedziała o babci i o tym jak się jeszcze niedawno razem zajmowały ogrodem. O tym jak się teraz źle czuje i że nie wie co dalej będzie. I że ogród bez niej nie jest taki sam. Żaliła się, że rodzice nie chcą jej wszystkiego wyjaśnić. Na koniec gdy już wszystko z siebie wyrzuciła spytała ze łzami w oczach – czy babcia umrze?

Wróżka znieruchomiała na jej ramieniu i zamyśliła się.

– Tak na prawdę to nikt tego nie wie. Nawet ja! – powiedziała po dłuższej chwili

– Opowiem Ci za to o czymś co ostatnio widziałam. Pomoże Ci zrozumieć czym może być choroba i śmierć.

W tym ogrodzie bywam dość często. Mam tutaj całą znajomą rodzinę gąsienic, którą odwiedzam. Na pewno Tobie też zdarzało Ci się je tutaj spotykać. No więc ta rodzina bardzo martwiła się o jedną z nich. Mówili mi, że ostatnio w ogóle przestała jeść, chciałaby tylko cały czas leżeć w jednym miejscu i że nie wiedzą co z nią będzie.

Gdy byłam u nich ostatnio to z daleka widać było, że są bardzo smutne. Pokazały mi miejsce gdzie przyczepiony do gałązki był nieruchomy, zszarzały i wysuszony kokon.

– Ona umarła. Tylko tyle z niej zostało – mówiły i płakały.

Ja jednak wiedziałam, że to nie była prawda. Bo tak to w życiu zawsze jest i będzie. Każda gąsienica, gdy przyjdzie na nią czas zatrzymuje się i zamiera całkowicie. Dla wszystkich pozostałych ona wydaje się umierać, ale tak na prawdę to ona właśnie wtedy się rodzi. W tym czasie w jej środku zachodzi wspaniała przemiana i tworzy się nowe życie. To jest moment, w którym powolna i żarłoczna larwa zmienia się w pięknego i wolnego motyla. I gdy jest on już w pełni utworzony wychodzi wreszcie na wolność i ulatuje. Pozostaje tylko przyczepiony gdzieś do liścia wysuszony, pusty kokon. A on dołącza wtedy do innych motyli, które urodziły się wcześniej – jego rodziców i dziadków. Oni tam na niego czekali i cieszą się, że wreszcie mogą się spotkać. Wszystkie gąsienice to czeka i nie jest to dla nich koniec, ale raczej… wyzwolenie.

Gdy tłumaczyłam to smutnym gąsienicom to nie od razu się z tym pogodziły. Bo nawet jeżeli wiemy, że śmierć gąsienicy i narodziny motyla to część naszego życia, to smutno nam, że naszych najbliższych przez jakiś czas przy nas nie będzie. Pocieszyły się dopiero gdy zrozumiały, że wszystkie je to czeka i że wszystkie się w końcu razem spotkają. I to tutaj – w tym pięknym ogrodzie.

Wróżka mówiła dalej:

– Babcia bardzo chciałaby wyzdrowieć i być dalej z Wami. Ale taka ciężka choroba może też być znakiem, że jej czas już nadszedł. Babcia może umrzeć. Ale pomyśl – ona też miała swoją mamę i babcię, które umarły już dawno. Na pewno za nimi tęskni i chciałaby się z nimi spotkać. Tak jak motyle one są już wolne i na nią czekają. W świecie gdzie się wszyscy razem spotkamy.

W zamyśleniu wzrok Amelki padł na kolorowego motyla. Siedział blisko niej na jednej z roślin i rozkładał do słońca swoje piękne skrzydła. Wyglądał wspaniale – dumny i beztroski. Podlatujący do kwiatów i zaglądający do ich kielichów. Tańczący w powietrzu z innymi motylami. Wreszcie szczęśliwy i wolny! Dziewczynka siedziała nieruchomo przyglądając się temu tańcowi. W pewnym momencie aż wstrzymała oddech zaskoczona. Najpiękniejszy z motyli zatrzymał się i usiadł jej na ramieniu. Widziała jak składał i rozkładał z gracją swe mieniące się kolorami tęczy skrzydła.

– To wspaniale, że na świecie są motyle – pomyślała Amelka z westchnieniem ulgi.

Poruszyła się najpierw bardzo delikatnie, ale on siedział dalej spokojnie i nie odlatywał. Powoli i ostrożnie wstała i ruszyła w stronę domu.

– Pójdę do babci i pokażę go – pomyślała – Ucieszy się gdy go zobaczy. Aż uśmiechnęła się szeroko na tą myśl. Powie też babci, że choroba się niedługo na pewno skończy. Cokolwiek się stanie to w końcu się spotkają razem w tym ogrodzie. One obie, wśród innych motyli.

 

  1. „Leśne przedszkole”

W     pewnym lesie stało piękne przedszkole, do którego chodziły wszystkie zwierzątka: mały lisek, zajączki, sarenka, jelonek, kreciki, myszki. Najmniejszym przedszkolakiem był pajączek, Jaś.

Wszystkie zwierzątka chętnie chodziły do przedszkola, bawiły się, rysowały, spacerowały parami po lesie. Nikt nie chciał jednak podać łapki Jasiowi. Zwierzątka bały się go, bo miał osiem łapek, kosmate ciałko i był bardzo malutki. Jasio był nieszczęśliwy. W szatni codziennie prosił mamę, aby mógł zostać w domu, bo tu nikt go nie lubił. Mama nie rozumiała swego synka, stale powtarzała:

– Ja muszę iść do pracy, a ty możesz w przedszkolu znaleźć sobie przyjaciół.

Ale jak, myślał Jasiu, przecież nikt nie chce się ze mną bawić!

Kolejnego dnia znów Jasiu siedział z boku i obserwował kolegów, którzy tak wesoło się bawili. Czasem coś rysował, czasem cichutko płakał i tak mijały dni w przedszkolu. Nikogo nie interesowało to, że Jaś był zawsze sam.

Nadeszła wiosna. Przedszkolaki dużo czasu spędzały na polanie. Bawiły się w berka, robiły bukiety z wiosennych kwiatów. Tylko mały Jasio, nieszczęśliwy i smutny, siedział sam na pniu drzewa.

Nagle na polanie pojawiła się ogromna, złośliwa Osa. Zapanował niepokój, wszystkie zwierzątka ogarnął strach. Jedne piszczały „Ojej, ona nas pogryzie”, inne płakały, niektóre próbowały się ukryć. Zmartwiona i również przestraszona pani zwołała rozkrzyczaną gromadkę i szybko wrócili do przedszkola.

Nagle zauważono, że nie ma Jasia. Nikt nie pomyślał o nim, nawet pani.

– I co teraz będzie? – pytały zwierzątka. Kto pójdzie po Jasia? Wszyscy się bali i każdy myślał, że biedny Jaś został ukąszony, albo pożarty przez okropną, ogromną Osę! Pani nie mogła pójść po Jasia i zostawić dzieci, otworzyła więc okno myśląc, że malec jest w pobliżu. Wszyscy cichutko skupili się koło niej i cóż zobaczyli?

Mały Jasio kończył tkać ogromną pajęczynę. Musiał przy tym uważać, bo Osa starała się go złapać. Jasiu myślał: „szybko, jeszcze trochę pracy i uratuję moich przyjaciół, już nic im nie będzie zagrażać”.

Dzieci widziały jego starania i zaczęły wołać: „Jasiu, Ja-siu!”. I właśnie w tym momencie do pajęczej sieci wpadła Osa. Jasio skończył tkać swoją sieć. Patrząc, jak Osa nie  może się z niej uwolnić, Jasiu powiedział, że jeżeli jeszcze raz będzie straszyć zwierzątka, to zostawi ją uwięzioną na zawsze. Przerażona Osa obiecała, że już nigdy nie będzie straszyć dzieci. Jasiu rozplątał swoją pajęczą sieć i uwolniona Osa jak najszybciej odfrunęła.

Po chwili Jaś usłyszał oklaski przedszkolaków i ich okrzyki radości. Wszystkie dzieciaki gratulowały mu od-wagi. Każdy chciał uścisnąć kudłatą łapkę pajączka. Od tej chwili Jasiu miał wielu przyjaciół. Nie przesiadywał już samotnie na dywanie, ale wesoło bawił się z przedszkolakami.

Tym razem mama dziwiła się, gdy pajączek nie chciał wracać do domu:

– Jasiu , dlaczego nie chcesz iść do domu? – pytała.

– Bo ja mam tu przyjaciół – z dumą odpowiadał pajączek.

Tak to wszystkie zwierzątka zrozumiały, że brzydki pajączek, z kudłatymi ośmioma łapkami, może pomóc innym w niebezpieczeństwie i okazać się prawdziwym przyjacielem.

 

  1. „Mały niedźwiadek”

Mały niedźwiadek szedł wolno przez las. Czuł ogarniające go zmęczenie, nóżki zrobiły się jakieś ciężkie i nie chciały odrywać się od ziemi. Rozglądał się dookoła, szukając miejsca do odpoczynku. Drzewa rosły tutaj rzadziej, słońce coraz swobodniej przeciskało się przez konary drzew, oświetlając wszystko dookoła. Chyba niedaleko jest jakaś polanka, tam sobie odpocznę - pomyślał miś.

I rzeczywiście, po chwili jego oczom ukazała się mała łączka otoczona ze wszystkich stron drzewami. Stanął na jej skraju i znieruchomiał z zachwytu: niskie krzewy, trawa, kwiaty jak kolorowy dywan rozkładały się u jego stóp. Na środku łączki zajączki, króliczki, ba, nawet myszki wygrzewały się w promieniach słońca. Spojrzał na niebo. Było bezchmurne, słońce jakby wiedziało, że zwierzęta oczekują na jego promienie, bo świeciło bardzo mocno.

Miś wystawił pyszczek do słońca i poczuł, jak przyjemne ciepło obejmuje najpierw jego głowę, a potem całe ciało. Usłyszał lekki szum wiatru i brzęczenie owadów, które unosiły się nad kwiatami. Głęboko odetchnął. W nos wkręcał się delikatny zapach trawy i kwiatów. Tutaj jest wspaniałe miejsce do odpoczynku - pomyślał, po czym położył się wygodnie na trawie, jak na kocyku, łapki podłożył sobie pod głowę. Zamknął oczy. Odpoczywał. Oddychał miarowo i spokojnie. Zrobił głęboki wdech, wciągnął powietrze przez nos, a po chwili wypuścił je. Powtórzył to jeszcze raz. Czuł, jak z każdym wydechem pozbywa się zmęczenia.

Był teraz przyjemnie rozluźniony, poczuł się ciężki i bezwładny. Jego głowa, brzuszek i nóżki były jak z ołowiu. Wtulił się w trawkę jak w kołderkę. Było mu bardzo wygodnie. Oddychał równo i miarowo, jego klatka piersiowa spokojnie w rytm wdechu i wydechu unosiła się i opadała, tak jak fale morskie, kiedy wolno i leniwie przybijają do brzegu. Poczuł się teraz tak dobrze !

Delikatny wiaterek przesuwał się po całym jego ciele, rozpoczynając od czubka głowy aż po koniuszki łapek, zabierając z niego zmęczenie i napięcie. Robił to raz i drugi, powtarzał wiele razy. Promienie słońca przyjemnie ogrzewały. Miś odpoczywał. Po chwili zasnął, a razem z nim zajączki, króliczki i nawet małe myszki. Zrobiło się tak cicho, że nie słychać było nawet brzęczenia pszczół. Słońce wolno szło po niebie.

Nagle, nie wiadomo skąd, pojawiły się małe chmurki, rozpoczęły zabawę w chowanego, biegały po całym niebie, zagradzały drogę promyczkom, które płynęły na ziemię. Wiatr zaczął silniej dmuchać, łączka budziła się ze snu. Zabrzęczały pszczółki, które znowu zabrały się do zbierania miodu z kwiatów, ptaszki rozpoczęły swe trele, a motyle rozpościerając skrzydełka, unosiły się nad roślinkami.

Wtem jeden z nich, taki najmniejszy motylek usiadł na nosku niedźwiadka i w rezultacie niechcący go przebudził. Miś leniwie otworzył oczy. Przetarł je łapkami. Ziewnął raz i drugi, przeciągnął się. Wiaterek tymczasem nagle zawirował, zatańczył i chłodnym powietrzem orzeźwił go.

Najpierw dotknął jego łap. Wniknęła w nie ożywcza siła, miś poczuł, jakby zanurzył je w chłodnym strumyku. Ten przyjemny, orzeźwiający dotyk przenikał coraz wyżej i wyżej, jak prysznic ogarnął ciało, dając energię, przepełniając siłą. Miś łapkami, główką, nóżkami. Wstał, otrzepał futerko, poczuł się odprężony i wypoczęty.

Wiaterek wzmagał się, coraz silniej, tańcząc po łące i zachęcając wszystkich do zabawy. W jego rytm pochylały się trawy, kwiatki, a nawet krzewy ruszały swymi gałązkami jak ramionami. Cudownie wypocząłem - pomyślał miś. - Jutro na pewno tutaj powrócę, ale teraz już pora wracać do domu. Czeka tam przecież na mnie mama i przepyszny podwieczorek. W tym momencie pogłaskał się po brzuszku i ruszył energicznie, podskakując w rytm podmuchów, w kierunku swego domu.

 

Wskazówki dla Rodziców : 

- po wysłuchaniu bajki terapeutycznej spróbujcie porozmawiać z dzieckiem na temat jego emocji, które towarzyszyły mu podczas czytanej bajki, zapytajcie o bohaterów oraz co się wydarzyło w danej bajce i jak dziecko by się czuło na miejscu głównego bohatera

- możecie również zachęcić dziecko do narysowania elementu z bajki, który najbardziej utkwił mu w pamięci

Zegar

Kalendarium

Rok wcześniej Miesiąc wcześniej
Czerwiec 2020
Miesiąc później Rok później
Pon Wt Śr Czw Pt Sb Nie
1 2 3 4 5 6 7
8 9 10 11 12 13 14
15 16 17 18 19 20 21
22 23 24 25 26 27 28
29 30 1 2 3 4 5

Imieniny